sobota, 30 stycznia 2016

Rozdział III


    Gdy wyszli zza zakrętu, zobaczyła sklep z nowymi miotłami. Wydała z siebie pisk radości, i zapominając o towarzystwie chłopaka, podbiegła do budynku. Fred nie wiedział, o co jej chodzi. Może gdzieś obok mioteł są książki? Przecież ona nie umie latać! Ba, nawet się boi!
Wbiegł za Gryfonką do sklepu. Było to przestronne pomieszczenie z drewnianą podłogą i ścianami. Na samym środku pomieszczenia, na podwyższeniu stał nowy model miotły. Obok niego poustawiane były półki z innymi modelami. Kasztanowłosa przyglądała się miotle, która stała na środku pomieszczenia. On nadal stał jak wryty w drzwiach, patrząc teraz, jakiego towarzyszka zgarnia miotłę z katedry, podchodzi do lady, za którą stał jakiś facet. Na oko tak z 25 lat. Wyjęła sakiewkę i zanurzyła w niej rękę. Wyciągnęła sporą ilość galeonów i podała sprzedawcy, który już pakował jej zakupioną rzecz.

   Ledwo co wyszli ze sklepu, padło pytanie.
-Co to miało być?!
-Co? Weszłam do sklepu i kupiłam miotłę – odpowiedziała spokojnie Hermiona. Super, idiotko, teraz będziesz musiała mu wszystko powiedzieć.
-Wiesz, że nie o to chodzi. Ty przecież nie umiesz latać!
- No dobra. Umiem latać, jasne? I to całkiem nieźle. Napewno lepiej niż Ron – tu uśmiechnęła się pod nosem – Quidditch to całe moje życie. Latam na miotle cały czas w wolnych chwilach. Nikt o tym nie wiedział. I oczywiście ty musiałeś to spieprzyć. Nie miałam odwagi zgłosić się na przesłuchanie do drużyny. Zadowolony?  
-Pokażesz mi jak latasz? – Fred był w szoku po tym, co usłyszał. Musiał to zobaczyć. Jak ona mogła latać w wolnych chwilach? Przecież cały czas siedziała w książkach! Nigdy nie pomyślałby, że Hermiona może być zainteresowana Quidditchem. Ale coś mu tam nie pasowało.
-Pokaże – zgodziła się.
-Mam jeszcze jedno pytanie. Jeśli Quidditch to twój cały świat, to dlaczego unikałaś meczy? Czemu udawałaś, że nic cię to nie obchodzi?
-Och, chodziłam na mecze! Pod peleryną-niewidką. Gdyby ktoś zobaczył, że się tym interesuje, musiałabym brać udział w waszych meczach, tu, w Norze. Wtedy dowiedzielibyście się o tym, że umiem grać i latać. Dostałabym się do drużyny, a ja dałabym plamę, bo granie przy całej szkole to raczej nie na moje nerwy.
-Aha, rozumiem, ale czy nie przyszło Ci do głowy, żeby spróbować? Wierzysz w swoje umiejętności? –spytał.
-Jak nikt – odpowiedziała pewnie.
-Zobaczę jak grasz. Pomogę Ci. Zgoda? –wyciągnął do niej rękę.
-Zgoda –powiedziała już mniej pewnie i uścisnęła jego dłoń. Jej ciało przeszły miłe dreszcze. Nie wiedziała, że on czuł to samo…

***Następnego dnia***

-Wstawaj! – usłyszała głos Ginny nad swoją głową. Niechętnie otworzyła oczy, i spojrzała w radosne oczy Rudej – Teleportujemy się na błonia, żeby pomóc w odbudowie zamku.
  
    Więcej Hermionie nie trzeba było mówić. Wystrzeliła jak z procy w strone swojej szafy. Pomóc w odbudowie Hogwartu. Jej domu. Tego magicznego i zarazem tajemniczego miejsca, które nauczyło ją, co to miłość, przyjaźń i odwaga. Tego, w którym poznała przyjaciół.
 Z szafy (jako, że ma nową garderobę) wyjęła poszarpane szorty i bluzkę w kolorze liliowym, a całość dopełniały liliowe trampki. Weszła do łazienki. Nałożyła lekki makijaż, czyli tusz do rzęs, puder i błyszczyk. Włosy, które zamiast burzy loków opadały jej falami na plecy tylko lekko podkręcone, związała w pięknego warkocza. Gdy wyszła, Ginny aż piszczała z uciechy. Starsza Gryfonka spojrzała w lustro. Przed nią stała kobieta piękniejsza i mądrzejsza od samej Roweny Ravenclaw. Stała tak, i gapiła się w swoje odbicie.
-Chodź na śniadanie. Zobaczymy, co powiedzą moi bracia – puściła jej oczko, tym samym wyrywając ją z transu. Zeszły po schodach. Weszły do kuchni i jakby nic usiadły przy stole. Ron, który jadł owsiankę, zadławił się. George siedział z otwartą buzią. A Fred… Fred siedział, i patrzył się na nią jak na 8 cud świata. Tylko Harry zachował trzeźwość i posłał w jej stronę uśmiech, który z chęcią odwzajemniła.

    Po skończonym śniadaniu wszyscy teleportowali się na błonia Hogwartu. Zamek był  fatalnym stanie; połowa murów rozwalona, na posadzkach ślady krwi. Zakazany Las wcale nie był lepszy. Drzewa powyrywane, wszędzie pełno krwi, strzał centuarów, i ślady olbrzymów. Cały dzień pracowali. Gdy z powrotem teleportowali się do Nory, Fred szepnął do Hermiony:
-Hej, mała, pamiętaj, że dzisiaj pokazujesz, jak latasz.
-Hej duży, oczywiście, że pamiętam –odpowiedziała, i udała się z Ginny do ich pokoju. Ruda miała poważny wyraz twarzy. Hermiona czuła, że przyjaciółka chce jej powiedzieć coś ważnego. I nie myliła się. Ledwo za Gryfonami zamknęły się drzwi, Wealsey’ówna zabrała głos.
-Musimy porozmawiać, Miona.
-O co chodzi?
-O Freda. Myślę, że… ty mogłaś mu się… spodobać. – powiedziała ta młodsza.
-Że co? Proszę cię, Gin! Ja zawsze będę dla niego kujonką, która pomaga wszystkim w pracach domowych! Prędzej Malfoy pokocha szlamy, niż Fred się we mnie zakocha!
-Widziałaś, jak się na Ciebie patrzył w zamku?
-No nie, ale…
-Widziałaś, jakie robi maślane oczy, gdy tylko cię widzi?
-No nie, ALE…
-Znasz go lepiej ode mnie?
-Nie Ginny, bo ty jesteś jego siostrą, ale…
-Zauważyłaś, że zachowuje się wobec ciebie inaczej?
-TAK, ALE…
-Dobrze, Hermiono – przerwała jej po raz etny Ruda – A czy ty coś czujesz do Freda?
Brązowooka pomyślała o motylkach w brzuchu, gdy tylko go widziała, o przyjemnych dreszczach, gdy jej tylko dotknął… Nie, tylko nie to…
-Ja? No wiesz… – zaczęła nie pewnie Hermiona, starannie dobierając słowa –jest przystojny, zabawny i ogólnie fajny… Ale i tak na dłuższą metę to nie miałoby sensu.
-Dlaczego?
-Jesteśmy przeciwieństwami. Kompletną różnicą. Jak ogień i woda, ciepło i zimno, czarny i biały. – ucięła temat Hermiona. Gdy Ginny poszła do łazienki, rzuciła na nową miotłę zaklęcie zmniejszające, i postanowiła już iść na boisko.

***W tym samym czasie – Fred***

    Usłyszał jakieś przyciszone głosy z pokoju dziewczyn. Nie byłby sobą, gdyby tego nie sprawdził. Cicho podszedł do drzwi, przyciskając do nich ucho. Gdy usłyszał swoje imię, wyciągnął z kieszeni Uszy Dalekiego Zasięgu. Wetknął sobie końcówkę do ucha, a druga wpełzła pod drzwi. Usłyszał szept Ginny tak, jakby było tuż obok niego.
-O Freda… myślę, że ty mogłaś mu się… spodobać – rzekła jego siostra. Cholera, aż tak to widać?! – myślał gorączkowo.
- Że co? Proszę cię, Gin! Ja zawsze będę dla niego kujonką, która pomaga wszystkim w pracach domowych! Prędzej Malfoy pokocha szlamy, niż Fred się we mnie zakocha! – powiedziała ONA. Nieprzyjemne ukłucie przeszło przez serce Freda. Faktycznie, kiedyś tak o niej myślałem. Ale to było kiedyś! KIEDYŚ, NIE TERAZ!
-Widziałaś, jak się na Ciebie patrzył w zamku?
-No nie, ale…
-Widziałaś, jakie robi maślane oczy, gdy tylko cię widzi?
-No nie, ALE…
-Znasz go lepiej ode mnie?
-Nie Ginny, bo ty jesteś jego siostrą, ale…
-Zauważyłaś, że zachowuje się wobec ciebie inaczej?
-TAK, ALE… - z zapartym tchem słuchał tej wymiany zdań. Czekał, co będzie dalej.
-Dobrze, Hermiono  usłyszał szept Rudej - A czy ty coś czujesz do Freda?
Rudzielec wstrzymał oddech. Bał się tego, co odpowie…Ale właśnie, dlaczego? Zaczęło mu na niej zależeć. Nie jak na siostrze, jak na najlepszej przyjaciółce…
-Ja? No wiesz… – zaczęła czekoladowooka, a Fred wyczuł w  jej głosie niepewność –jest przystojny, zabawny i ogólnie fajny… -No tak, jestem szaleńczo przystojny! Pomyślał zadowolony. Humoru też mi nie brakuje! - Ale i tak na dłuższą metę to nie miałoby sensu.
Zamarł. Ukłucie w sercu. Ból. Tylko, do cholery jasnej, dlaczego to tak boli?!
-Dlaczego?
-Jesteśmy przeciwieństwami. Kompletną różnicą. Jak ogień i woda, ciepło i zimno, czarny i biały.
Z ostatnią wypowiedzią musiał się zgodzić. Dzień i noc. Wesoły i smutny. Słodki i gorzki. Szybko odskoczył od drzwi i schował się za nimi, gdy jego Ruda siostra wychodziła z pokoju. Usłyszał, jak Hermiona rzuca zaklęcie zmniejszające. Pewnie chce już iść na boisko – pomyślał, i teleportował się prosto na nie.


    Hermiona usłyszała trzask towarzyszący teleportacji. Przesłyszało mi się. Wyszła z pokoju i skierowała swe kroki na miniaturowe boisko do Quidditcha.

 *Czytając ten fragment, słuchaj tego: https://www.youtube.com/watch?v=AJtDXIazrMo

    Gdy wyszła na dwór, poczuła jak świeże, letnie powietrze otula całe jej ciało. Spojrzała na niebie. Idealna pogoda do latania. Doszła na boisko, i dojrzałą Freda, który już machał do niej wesoło. Wciągnęła miotłę i przywróciła jej normalne rozmiary. Przełożyła przez nią nogę, gotowa do startu.
-No, to pokaż, co potrafisz – usłyszała głos rudzielca.
Pewnie odbiła się stopami od ziemi. Zaczęła z zawrotną szybkości okrążać boisko, robiąc przy tym spirale, zwisy, rzucając kafla z taką siłą, jakiej nikt się po niej nie spodziewał. Wyglądała jak w swoim żywiole. Na szczęśliwą

***Fred***
Odebrało mi mowę. Mógłbym się założyć, że jakby nawet grała sama, ojechałaby całą drużynę ślizgonów. Jest wspaniała, nie tylko pod względem Quidditcha. To, z jaką lekkością prowadziła i zwodziła miotłę, było nie do opisania. Tego, co ona tu robiła, nie da się opisać słowami.

***Hermiona***
Tego mi było trzeba. Ciekawe, co on teraz myśli? Napewno jest zaskoczony. A kto by nie był? Zwykle poukładana panna Granger, lata na miotle. I to jak! Nie wiedziała, skąd ma taki talent do tej gry. Ona… miała to we krwi. Idiotycznie to brzmi. Ma talent do Quidditcha we krwi. Ale tego, po prostu, nie da się opisać słowami.


Kończąc ,,przedstawienie” z gracją wylądowała na ziemi. Uśmiechnęła się, widząc jego minę.
Jest taki słodki –przemknęło jej przez głowę. Gdy kopia Georga wreszcie odzyskała mowę, zaczął krzyczeć:
-Musisz być w drużynie! Dzięki tobie Puchar mamy w garści! Wiesz, że teraz Harry jest kapitanem, co? Jutro mu pokazujesz, jak grasz, i bez wymówek! –wesołe iskierki błyszczały w jego oczach, gdy wziął ją na ręce i okręcił się z nią wokół własnej osi.
-Ale Fred, ja nie dam rady…
-Pomogę Ci Hermiono, nie zostawię cię. Razem pokonamy twój strach –przerwał jej, wypinając dumnie pierś.
-Dziękuje, Freddie –odpowiedziała ze łzami w oczach, i dając Wealsey’owi buziaka w policzek, oddaliła się powolnym krokiem do Nory. A Rudzielec stał w miejscu, z zaskoczoną miną dotykając miejsca, gdzie przed chwilą spoczęły usta dziewczyny.
*Skończ słuchać piosenki

***Następny dzień***
    Kasztanowłosa Gryfonka nie mogła zasnąć. Spojrzała na zegarek. 06:00. Westchnęła. Postanowiła, że zrobi w tym czasie coś dla siebie. Podeszła do szafy, i wyciągnęła z niej zwiewne szorty, i bluzkę, która odkrywała jedno ramię w kolorze czerwonym. Szorty były złotawe. Gdyby ktoś teraz zobaczył jej strój, mógłby być pewny, że dziewczyna pochodzi z Gryffindoru. Pstryknęła palcami. Jak się uszykuje, pójdę polatać na miotle! Im szybciej, tym lepiej. Weszła do łazienki. Dokładnie umyła włosy i wzięła szybki prysznic. Starannie wytarła się ręcznikiem, a włosy, które od słońce trochę jej się rozjaśniły, potraktowała zaklęciem natychmiastowego suszenia. Postanowiła zostawić je rozpuszczone. Nie mogła uwierzyć, że kiedyś burza kasztanowych loków to teraz sięgające do pasa włosy, które układają się w piękne fale. Nałożyła, jak zwykle, lekki makijaż. Dobra, twarz zrobiona. Teraz tylko ubranie.
Nałożyła na siebie już wcześniej wspomniany strój. Efekt był powalający. Jak zawsze, od czasu jej legendarnej zmiany. Wyszła z łazienki i wzięła miotłę. Nie musiała rzucać na nią zaklęć, bo każdy o tej porze spał, na palcach przeszła przez pokój i cichutko zamknęła drzwi, schodząc po schodach.

***W tym samym czasie – Fred***
-Cicho, Potter! Ona zaraz tu przyjdzie! –szeptał Fred.
-Skąd ty to możesz wiedzieć?! Jakoś nie chce mi się wierzyć, że Hermiona wyjdzie o te porxe na dwór, i to jeszcze żeby iść na boisko latać na miotle! –odpowiedział Chłopiec, Który Przeżył. Harry w ogóle nie rozumiał Rudzielca. Chowają się za tą zasłonką z pół godziny, bo ten twierdził, że Hermiona zaraz tu przejdzie z miotłą!
-Ciiii! Ktoś idzie!
Tym kimś okazała się wcześniej wspomniana dziewczyna. Bliznowatemu szczęka opadła, a Fred miał minę pełną satysfakcji.
-Jak to? –spytał się czarnowłosy, gdy Miona  już przeszła.
-Tak to. Idziemy –odrzekł bliźniak, ciągnąc za sobą Zbawcę Świata Czarodziejów


***Hermiona***
    Gdy schodziłam ze schodów, wydawało mi się, że coś poruszyło się za zasłonką. Nie zwróciłam na to zbytniej uwagi. Szłam dalej, aż doszłam do boiska. Wsiadłam na miotłę i odbiłam się, nieświadoma, że dwie postacie pod osłoną zaklęcia kameleona przyglądają mi się. W tym mój najlepszy przyjaciel, który stał z otwartą buzią ledwo nadążając wzrokiem za moim ciałem, które zgrabnie unosiło się na miotle. Powtarzałam praktycznie to samo, co wczoraj widział Fred. Różnica jest w tym, że teraz robiłam to pewniej, szybciej, zwinniej, lżej, i lepiej, pod każdym względem. Uwielbiałam to uczucie wolności, beztroski. Nie wiem, ile tak latałam. Dwie godziny? Trzy? Nie wiedziałam też, że przez ten czas zdążyła się zebrać reszta dzieci Weasley’ów. George, Ginny i Ron byli nie mniej zszokowani, co Wybraniec.
No cóż. Nic, co dobre, nie trwa wiecznie. Wreszcie wylądowałam, ale znikąd pojawili się moi przyjaciele. Stałam w miejscu, zbyt zszokowana, by cokolwiek powiedzieć.
-Czy… czy wy… widzieliście…? – wydukałam tylko.
-Widzieliśmy – odpowiedzieli wszyscy zgodnie, oprócz Freda. Ten tylko rzucał mi rozbawione spojrzenie. Pfff, jeszcze go to bawi. Ale skąd wiedział, że ja będę latać?
-Jesteś w drużynie. I nie próbuj zaprzeczać Hermiono, ani być skromną – dodał, gdy ta już otwierała usta – Bo latasz świetnie, prawda? –spojrzał po wszystkich, a ci pokiwali gorliwie głowami, jakby byli jeszcze w zbyt wielkim szoku, by coś powiedzieć.
-No, to myślę, że jak nasz gwiazda zaprezentowała swoje umiejętności, możemy już iść na śniadanie – rzekł bliźniak. Sama nie wiem już który, pogubiłam się…


Rozdział III, bardzo proszę J Dziękuję Oli za komentarz ^^ Mam nadzieję, że rozdział wam się spodoba. Na moim blogu jest 101 wyświetleń :3 Thanks…! J

~Katniss ;3

czwartek, 28 stycznia 2016

Rozdział II

Informacja przed rozdziałem: gdy coś napisane jest kursywą oznacza, że są to myśli danej postaci.


 Usłyszała zduszony okrzyk Ginny, a po chwili oplotły ją silne ramiona. Poczuła zapach perfum, który nie był jest za bardzo znajomy. Otworzyła oczy, a ciepło jej czekoladowych tęczówek zderzyło się z oczami jak kolor morza. Wydawało jej się, że te oczy ją hipnotyzują, jak zatapia się w nich… Gdzieś już je widziała…
-Yhm, yhm – usłyszeli chrząknięcie – Nie chce wam przeszkadzać, gołąbeczki, ale taranujecie przejście – powiedział Fred. Sam nie wiedział, co w niego wstąpiło, po prostu chciał przerwać to całe przedstawienie.

    Wybawca Hermiony odezwał się pierwszy:
-Cześć, jestem Mike, siedzieliśmy kiedyś razem na zaklęciach, pamiętasz?
-Och, ty jesteś Krukonem, tak? – spytała się kasztanowłosa. No tak, teraz wie, skąd go kojarzyła.
-Taak… No, to ja już pójdę… Do zobaczenia – rzekł Mike, i puścił jej oczko.
- Cześć, i dziękuję – uśmiechnęła się. Dopiero jak odchodził, przypatrzyła mu się. Brązowe włosy i grzywka, która opadała mu na oczy, dodawała mu uroku. Delikatne rysy twarzy, zadarty nos, i pełne usta. Starte jeansy i t-shirt nadawały mu tytuł niegrzecznego chłopca. Jest nawet przystojny - przemknęło jej przez głowę. Jej zamyślenie przerwały zdziwione miny przyjaciół.
-No co? Nie można pogadać? Co wy tu w ogóle robicie? - zwróciła się do chłopców.
-Eee… Macie propozycje wrócenia do Hogwrtu, żeby ukończyć 7 rok – Ron pomachał im przed nosem listami – pomyśleliśmy, że na pewno wrócicie i wzięliśmy też listy książek – pokazał inną kartkę – no i mamy też prośby o pomoc w odbudowie zamku – wreszcie pokazał ostatni papier.
-Dobra, dzięki i w ogóle. Możecie nam to dać i sobie iść – Ginny próbowała spławić płeć brzydką.
-A czemu nie możemy iść wami? – Harry zrobił smutną minę – miałem nadzieję, że spędzimy ze sobą trochę czasu, i że pójdziemy we dwójkę, Gin.
-Och… No dobrze… Wybacz, Hermiono… - Ruda posłała przyjaciółce słaby uśmiech – Do zobaczenia później. – i odeszła, zostawiając brązowooką na pastwę rudzielców. Gdy Ginny odeszła, głos zabrał Fred:
-Proponuje podzielić się w pary… Co wy na to? – wszyscy zgodnie kiwnęli głowami.
-Ja z Herminą! – powiedzieli w tym samym czasie jeden z bliźniaków i Ron. Bliźniakiem okazał się Fred. Jednocześnie spojrzeli na Hermionę. Zachciało jej się śmiać. Jacy oni byli podobni… Ale czemu akurat z nią? Rozumiem Rona, ale Fred? Była pewna, że on pójdzie ze swoim bratem bliźniakiem.
-Może papier, kamień, nożyce? – Po raz pierwszy głos zabrał George. Po chwili wszystko stało się jasne. Fred nożyce, Ron papier. No cóż. Trochę się tym spięła. Ona, kujonica Hogwartu, z największy dowcipnisiem z zamku od czasu Huncwotów? O nie. Już nie jest kujonką. Zmienia się.  Nowy rozdział, Hermiono, pamiętaj! – pomyślała. Z zamyślenia wyrwał ją głos Freda.
-To co, idziemy?

Przytaknęła tylko głową. Rudzielec wziął liste książek, i udali się do najlepszej księgarni na ulicy Pokątnej. Esy i Floresy.Uwielbia tam kupować. Tyle rodzajów książek, zapacg pergaminu… Zamierza się uczyć, ale nie tak dużo jak zwykle.Droga dłużyła się niemiłosiernie. Cisza stawała się już uciążliwa.

    Fred myślał, czemu tak się zachowywał. Czemu odczuwał taką zazdrość, jak zobaczył ja z tamtym chłopakiem? Czemu teraz z nią idzie? Ach, no tak miał się z nią zaprzyjaźnić. Tylko jak? W jej towarzystwie czuł się jakiś skrępowany. Tak, on, Fred Weasley się krępuję. I to jeszcze przy Hermionie Granger. Do nozdrzy wdarł mu się zapach jej perfum. Truskawki. Mógłby tak stać i czuć jej perfumy tygodniami.
-To… wchodzimy?
Usłyszał głos Hermiony. Uświadomił sobie, że stoi przed nią jak idiota, i się na nią gapi. Zdobył się tylko na kiwnięcie i zażenowany uśmiech. Fred, debilu! Jeszcze pomyśli sobie, że jesteś nawiedzony! Teraz już wiesz, dlaczego kumplujesz się z idiotami! Inni myślą, że jesteś upośledzony! – myślał gorączkowo.

    Weszli do księgarni, i zaczęli szukać potrzebnych książek. Hermiona uwielbiała to miejsce. Regały ustawione były do siebie równolegle, a obok każdego z nich był stolik. Fred patrzył zza regału, jak Hermiona próbuje ściągnąć książkę z najwyższej półki. Zobaczył, że jakiś chłopak do niej podchodzi. Pewnie chce jej pomóc. O nie, ja to zrobię!. Nie zorientował się, że ostatnie zdanie wypowiedział na głos. Chłopak z  niezadowoloną miną odwrócił się na pięcie odszedł. Rudzielec podszedł do Gryfonki, która miała zdezorientowaną minę. Podał jej książke, co ona skomentowała cichym ,,dziękuję”. Gdy wyszli z księgarni, postanowili udać się po nowe pióra, pergaminy i kałamarze. Hermiona nie wiedziała, co myśleć o zachowaniu Freda. Zachowywał się, jakby był o nią zazdrosny. Rumieniec zagościł na jej twarzy, lecz przykryła go kurtyną loków. Nie umknęło to uwadze Freda.
-O czym myślisz? – zagadnął ją. Dziewczyna postanowiła znaleźć odpowiedzi na męczące ją pytania.
-O twoim zachowaniu – odpowiedziała, i poczuła, jak się spiął.
-A co nim nie tak? – postanowił udawać głupiego. Wcale nie muszę udawać – pomyślał.
-Zachowujesz się inaczej… - Albo raczej: DZIWNIE!
-Niee… zachowuje się tak, jak zawsze – Nie, nie zachowuje się tak jak zawsze.
-Napewno? – Fred, nie jestem idiotką!
-Pewnie – Śmiem wątpić.
-Jakbyś się normalnie zachowywał, nie chciałbyś być ze mną w parze – Cholera, nawet byś się nie odezwał!
-A co, chcę być w parze z przyjaciółką, co w tym dziwnego? – Nie bądź taka dociekliwa, bo zaraz się wydam!
-Od kiedy… - nie dane jej było dokończyć zdania, bo gdy wyszli zza zakrętu, zobaczyła…

Hej ^^ Jest drugi rozdział J Dziękuję Marcie za komentarz i rady J  Na moim blogu zobaczyłam ponad 50 wyświetleń ;) Jeśli czytasz, skomentuj! Wtedy wiem, że piszę dla KOGOŚ, nie tylko dla SIEBIE  ;) 
~Katniss ;3

środa, 27 stycznia 2016

Rozdział I


    Powoli uchyliła powieki. Jej oczy musiały przyzwyczaić się do panującej tu ciemności. Po chwili dotarło do niej, gdzie jest i co robi. Otóż była w Norze, a wczoraj odbyła się II Bitwa o Hogwart. No tak. Voldemort pokonany, więc wreszcie w świecie czarodziejów, jak i mugoli zapanował pokój. Spojrzała na sąsiadujące łóżko. Było puste, więc Ginny jest pewnie w łazience. Po chwili Ruda weszła do pokoju. Minę miała wesołą, a w oczach były te dobrze jej znane radosne ogniki.
- Wreszcie wstałaś! No, Śpiąca Królewno, już jest 12! – rzekła Ruda.
- CO?! – spytała z niedowierzaniem. Zwykle wtawała o siódmej, i pomagała pani Weasley – Czemu mnie nie obudziłaś?
- Mama mówiła, że mam tego nie robić. Powiedziała, że musisz odpocząć po… wczorajszym – powiedziała trochę zmieszana, najmłodsza latorośl Weasley’ów. Wiedziała, że Hermionie zaraz staną obrazy z wojny. Wszyscy Ci, którzy oddali swoje życie, by położyć kres panowaniu Lorda Voldemorta.

    Hermiona nic nie odpowiedziała. Chciała powoli o tym zapomnieć. Zacząć żyć od nowa. Zakończyć rozdział, w którym było tyle bólu i cierpienia. Odruchowo spojrzała na swoje lewe ramię, na której było arcydzieło samej Bellatrix Lestrange. Blizny układały się w słowo ,,szlama”. Westchnęła. Po chwili milczenia uśmiechnęła się do Ginny, która z ochotą odwzajemniła gest. Podeszła do swojej walizki, która rano została przyniesiona do ich pokoju. Wyciągnęła jak zwykle: rozciągniety sweter i sprane jeansy. Młodsza Gryfonka spojrzała na nią z naganą, by po chwili powiedzieć:
- Po śniadaniu idziemy na Pokątną. Nie będziesz chodzić w TYM – dodała wskazując na jej dzisiejszy strój.
- Sklepy ma Pokątnej już są czynne? – spytałam z podniesionymi brwiami.
- Tak, wiesz co się tam działo w nocy? Każdy sklep zostawał otwierany na nowo.
- A ty skąd to wiesz?
- Tata mi to powiedział – Ginny wzruszyła ramionami, tym samym kończąc temat.

     Starsza Gryfonka wzięła swoje rzeczy i udała się do łazienki. Musi się zrelaksować, odprężyć. Podeszła do wanny, odkręciła kurek z gorącą wodą i wlałam do niej swój ulubiony żel o zapachu świeżych truskawek. Gdy wody było wystarczająco dużo, zdjęła ubranie i weszła do wanny. Odchyliła głowe do tyłu. Nie myślała o niczym, po prostu tkwiła w wannie połleżąco. Gdy po jakiś 30 minutach wyszła, starannie wytarła się ręcznikiem i ubrała się w strój. Podeszła do lustra i zaczęła robić makijaż. Wydłużyła rzęsy tuszem, przejechała usta błyszczykiem i nałożyła maleńką warstwe pudru. Efekt był powalający. Może dlatego, że malowała się po raz pierwszy. Gdy wyszła z łazienki zobaczyła Rudą, która odwróciła się w jej strone i przez chwile zaniemówiła. Po chwili otrząsnęła się z szoku.
- Miona! Wyglądasz ślicznie! Lekki makijaż, a ty wyglądasz jak… - mówiła nie mogąc znaleźć słowa - …Jak nie ty!
- Dziękuję, Gin – Kasztanowłosa uśmiechnęła się do przyjaciółki – chodźmy na śniadanie.

    Przy stole w kuchni siedzieli już bliźniacy*, Harry, Ron i Pan Wealsey. Jego żona krzątała się w kuchni szykując śniadanie. Gdy Weasley’owie i Harry zobaczyli Hermionę, ich oczy przez chwilę zrobiły się wielkie jak galeony.
- Her..Hermio… - jąkał się Ron, a Harry walnął go w ramię, żeby wreszcie się wysłowił – Hermiono… Wyglądasz… Ślicznie – wyjąkał w końcu, a Harry entuzjastycznie pokiwał głową, by zaraz dołączyli do nich Fred i George. Ten pierwszy uśmiechnał się zawadiacko i puścił jej perskie oczko, na co brązowooka się zarumieniła.
- A nie mówiłam? Teraz wystarczy tylko zmienić styl ubierania się, a faceci będę do Ciebie lgnąć jak pszczoły do miodu – usłyszała zadowolony szept Ginny.

    Gdy śniadanie było już gotowe, Hermiona poczuła straszny głód. Jej ruda przyjaciółka zajęła miejsce naprzeciwko Harry’ego, który oficjalnie był jej chłopakiem, więc jedyne wolne miejsce było naprzeciwko Freda. Wzięła do ręki tosta, a Fred podał jej ulubiony dżem malinowy. Skąd wiedział, że akurat chce zjeść takie śniadanie? Swierdziła jednak, że może Ron lub Harry mu coś powiedzieli, więc podziękowała mu skinięciem głowy i zajęła się jedzeniem. Jak skończyła, Ginny zawołała do mamy coś w stylu: ,,Wychodzimy! Nie wiem, kiedy wrócimy!”, i teleportowały się z już znajomym pyknięciem. Obie poczuły to charakterystyczne szarpnięcie w  okolicach pępka, i uderzyły nogami o twardy grunt na ulicy Pokątnej.

*** Tymczasem w Norze***
Fred wpatrywał się w miejsce, gdzie przed chwilą zniknęły dwie Gryfonki. Musiał przyznać, że dopiero zobaczył, jak Hermiona jest piękna. Chciał być z nią w bliższych stosunkach. Być jej przyjacielem, a nie tylko bratem przyjaciela, znajomym z Gryffindoru, czy dowcipnisiem z Hogwartu. Jego myśli przerwała sowa, która zataczając łuk w powietrzu zgrabnie upuściła 6 listów z Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart na stół. Czemu akurat sześć? Okazało się, że bliźniacy również dostali listy, w których była propozycja dalszej edukacji, tak samo jak Harry, Ron, Hermiona i Ginny. Kiedy skończywszy śniadanie wszyscy rozeszli się do swoich pokoi, bliźniacy w swoim Królestwie głośno myśleli nad powrotem. W końcu, gdy stwierdzili, że sklep poradzi sonie bez nich, bo przecież mają pracowników, postanowili wrócić. Każdy mając propozycje spędzenia kolejnego roku w tym magicznym miejscu ny się zgodził. Wzięli listę ksiażęk i teleportowali się do pokoju Pottera i Weasley’a.
-I co, wracacie? – spytał Fred, rzucając rozbawione spojrzenie Ronowi, który rzucał pod ich odresem najróżniejsze obelgi.
- Raczej tak – odpowiedział Harry, myśląc, że wraca tam ze względu na Ginny.
- Świetnie, bierzemy listy i na Pokątną! – krzyknął George.

***Ulica Pokątna***
Dziewczyny długo chodziły po sklepach, aż w końcu wykupiły Hermionie całą garderobę. Obie były zachwycone jej przemianą. Ginny, bo chciała dla Hermiony jak najlepiej. Hermiona, bo nie chciała być kojarzona z ,,tą kujonicą z Gryffindoru”. Zadowolone postanowiły udać się do Trzech Mioteł. Kasztanowłosa nie mogła uwierzyć, że w ciągu jednej nocy ta ulica zdążyła tak ożyć. W czasie wojny w niektórych sklepach nawet okna pozabijane deskami, a teraz szyldy aż zachęcały do wejścia. Szły przed siebie, choć doskonale wiedziały, gdzie idą. Wesoło gadały i plotkowały, śmiały się i wygłupiały. Niestety, przez nie uwagę, przed wejściem do baru, Hermiona potknęła się, i już czuła, jak uderza o twardą ziemię…

*W moim opowiadaniu Fred żyję.

Cześć! J Tak o to powstał Rozdział I ;) Jak się podoba? Skomentuj, bo nie wiem, czy pisać dalej L Rozdział II postaram dodać jak najszybciej. Szukam bety! J Najlepiej trochę doświadczonej J Piszcie w komentarzu, lub na pocztę ^^ Pozdrawiam:

~Katniss ;3

wtorek, 26 stycznia 2016

Prolog


Wszystko zaczynało się dziać po wojnie. Wygraliśmy, Harry wygrał. Każdy mógł wreszcie spać spokojnie, nie obawiając się, że może zostać zamordowany we własnym domu. Ulica Pokątna znowu zaczęła tętnić życiem, czego nie można powiedzieć o jej kompletnym przeciwieństwie; Śmiertelnym Nokturnie. Aurorzy bardzo często się po niej przechadzali, łapiąc ukrywających się, byłych Śmierciożerców. Hogwart jest w trakcie odbudowy. Niestety, wojna i na nim odcisnęła swoje piętno. Połowa zamku została zrujnowana, Zakazy Las stracił trochę swojej tajemniczości, gdy większość drzew się spaliła, została wyrwana przez olbrzymy lub w inny sposób zlikwidowana. Każdy: ja, Harry i Weasley’owie dostali listy z prośbą o pomoc w jego odbudowaniu od nowej dyrektorki, Minervy McGonagall. Ale o tym miałam się dowiedzieć później. Chcę wam opisać moją niezwykła miłość tu, tak samo jak w mojej książce.
Jestem Hermiona Jean Weasley (kiedyś Granger), a to jest moja  historia.
---------------------------------------------------------------------------------------
Hej ^^ No, to mam prolog ;) Wiem, krótki ;P Ale i tak proszę o komentarze, pozytywne czy negatywne, żebym wiedziała, czy jest sens to ciągnąć ;) Do zobaczenia w następnym rozdziale:

~Katniss