Ponoć siódemka to szczęśliwa
liczba. Ona nigdy nie wierzyła w takie bzdury. Mugolskie przesądy.
Miała się przekonać jak bardzo się myliła. Może nigdy w to nie
wierzyła, bo w jej życiu zabrakło szczęścia? Według niej
szczęście to spełnienie marzeń, to coś, czego bardzo pragniemy.
To rodzina, domek z ogródkiem, pies, tropikalne wakacje,
przyjaciele... Dla każdego szczęście oznacza co innego. Dla dzieci
to może być karuzela, dożywotni zapas lodów, słodycze, ciepłe
wakacje, przyjaciele, mało obowiązków. Dla dorosłych; dobra
praca, rodzina, wypoczynek. A ona? Pragnęła mieć przy sobie kogoś,
kto ją wesprze. Gdy wyjechała do Brazylii, by tam zamieszkać
wraz ze swoim ukochanym nie spodziewała się, że to tak szybko się
skończy. Na początku Chris wydawał się opiekuńczym, czułym, i
wrażliwym chłopakiem. Po prostu ideał. Po roku wzięli ślub, a po
kolejnym... Coś się zepsuło. Jej mąż zaczął wracać bardzo
późno wracać do domu, tłumacząc się nagłym nawałem pracy.
Wybaczała mu, wiedziała, że to wszystko dla ich dobra. Po miesiącu
przestał się tłumaczyć. Wracał do domu o 1 w nocy kompletnie
pijany, ze szminką rozmazaną na twarzy i pachnąc damskimi
perfumami kładł się do łóżka, mamrocząc. Przez następne dni
Hermiona płakała. Wiedziała, że mąż ją zdradza, nie jest
głupia. Gdy oznajmiła mężczyźnie, że się wyprowadza... było
jeszcze gorzej. Codziennie kobieta była bita, gwałcona i traktowana
jak najgorsze ścierwo. Ledwo wytrzymywała psychicznie, bo fizycznie
dawno się poddała.
Nie mogła napisać do
przyjaciół. Zresztą, czy ona ich miała? Ślepo zakochana w
Chrisie wyjechała za granicę, nie pojawiając się nawet na ślubie
Harry'ego i Ginny czy Rona i Lavender.
Na listy, które na początku
jej pobytu w Brazylii przychodziły tuzinami nie odpowiadała,
ignorowała je. W końcu do jej domu zapukał Harry wraz z Ginny.
Oboje ciepło ją przywitali,
a ona zamknęła im drzwi przed
nosem. Zza zamkniętych drzwi usłyszała jeszcze szloch rudej
i trzask towarzyszący
teleportacji. Jak bardzo była głupia i zapatrzona w tego bydlaka,
by odrzucić od siebie najważniejsze osoby? Te, które były z nią
zawsze i wszędzie, nie zważywszy na okoliczności i stan, w jakim
się znajdowała? To przez to tak skończyła. Nie szczęśliwa i
codziennie upokarzana, patrząc, jak jej ,,idealny” mąż sprowadza
do domu nowe kochanki.
Zaczęła się ciąć. To była
jej odskocznia od codzienności. Myśląc o bólu fizycznym, nie
zagłębiała się w smutne wspomnienia, nie cierpiała psychicznie.
Chociaż przez te chwile.
Zawsze uważała, że osoby,
które się tną, są po prostu niedorozwinięte. To zwykłe
tchórzostwo.
Uciekać przed problemami,
zamiast odważnie, z podniesioną głową stawić im czoła. Postawa
nie godna ucznia z Gryffindoru. Ale czy ona nadal była tą
dziewczyną, wiecznie roześmianą,
której jedynym problemem były
egzaminy końcowe? Zdecydowanie nie. I żyłaby tak dalej, gdyby nie
pomoc pewnej rudej osoby...
(***)
Kolejny dzień. Dzień
upokorzeń, wstydu, bólu. Po raz kolejny zgwałcona. Jak zwykła...
Tak się też zresztą czuła. Z cieniami po oczami, nie uczesanymi
włosami i bliznami, które okalały prawie każdy skrawek jej ciała,
poszła otworzyć drzwi, do których uprzednio ktoś pukał.
Powolnie je otworzyła. Nie
spodziewała się wizyty kogokolwiek z Londynu. Na pewno nie
Weasley'a. Na pewno nie JEGO, człowieka, który stał za drzwiami i
patrzył na nią z przerażeniem.
- H-Hermiona? -wyjąkał Fred
Weasley we własnej osobie.
-Fred? Co ty tu robisz? -
wyjąkał równie przerażona Hermiona.
-Ja... To nie jest teraz ważne.
Jak ty wyglądasz? Czy ty się CIĘŁAŚ? – ostatnie słowo
wypowiedział tak, jakby nagle dostał jakiegoś olśnienia.
Niestety, nim zdążyła mu odpowiedzieć pojawił się Chris.
-Kto to? Zdradzasz mnie, szmato?
Wiedziałem! Jesteś zwykłą, puszczalską...
-Nie kończ, śmieciu –
ostrzegł go Fred – albo ci obiję tą nędzna twarzyczkę.
Chris przez chwilę wydawał się
być zbity z tropu. Jeszcze nikt mu się nie postawił.
-Ależ twój kochaś jest
dzielny... - zaczął drwić. Kasztanowłosa kobieta stała z boku i
z przerażeniem słuchała wymiany zdań. Jej prześladowca nie
zdążył dokończyć, ponieważ mocny, prawy sierpowy perfekcyjnie
uderzył go w szczękę, pozbawiając tym samym mężczyznę
przytomności.
-Nie wiem o co w tym chodzi –
zaczął Fred – ale masz się natychmiast pakować. Będę czekał
przed domem. Nie wiem, czy tego chcesz, ale masz to zrobić. Za nim
ten tu frajer – kopnął czubkiem buta brzuch Brazylijczyka – się
obudzi. Hermiona popędziła do sypialni. To jest jej jedyna szansa
na wolność, nie może jej nie wykorzystać.
(***)
-Wytłumaczysz mi to? - spytał
po chwili milczenia jadąc samochodem.
-Może najpierw powiedz, co ty
tu robisz – zaproponowała cicho Hermiona.
-Przyjechałem tu w sprawach
biznesowych. Nie wiem, czy wiesz, ale prowadzę firmę charytatywną
,,Szczęśliwa Siódemka”. Pomagam ludziom, którzy pomocy
potrzebują. - oznajmił nie odrywając wzroku od jezdni.
-Ja... - opowiedziała mu całą
historie. Powiedziała mu, jak żałuje, że wszystkich odrzuciła,
powiedziała o gwałtach, biciu i wielokrotnych zdradach. Przelała
wszystkie swoje żale, które zwykle przelewała krew.
Po tym jak ją skrzywdzono,
straciła zaufanie do ludzi. Straciła nadzieję na szczęście, na
Happy End. Po tak trudnych przeżyciach nie da się już normalnie
funkcjonować. Dojechali do mieszkania Freda, a ten zawiadomił całą
rodzinę o zaistniałej sytuacji. Czy jest jeszcze nadzieja, że jej
wybaczą...?
Wszyscy. Wszyscy ją
przepraszali, za to, że niczego nie zauważyli, nie pomogli jej. A
ona?
Ona zrozumiała, że po burzy
zawsze wychodzi słońce. Odzyskała nadzieję. Nadzieję na
szczęście.
(***)
-...Przede wszystkim, chciałbym
podziękować mojej dziewczynie, za wsparcie, pomoc, cierpliwość i za to,
że zawsze byłaś ze mną. Chodź tu, proszę – Fred Weasley
przemawiał na apelu. Jego firma charytatywna ,,Szczęśliwa
Siódemka” stała się jedną z najbardziej znanych firm na
świecie.
Hermiona niepewnie wspięła się na scenę i spojrzała
zdziwiona na swojego chłopaka. Ten z uśmiechem na ustach uklęknął
przed nią i wyjął z kieszeni małe pudełeczko. Oczy kobiety
momentalnie się rozszerzyły, a w oczach pojawiły się łzy. Czy to
możliwe, że...?
-Czy ty, Hermiono Jean Granger
uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną, tą jedyną,
która... - zaczął oficjalnie mężczyzna ale nie skończył
swojego monologu, gdyż mała, drobna osóbka rzuciła mu się w
ramiona, przewracając. Po sali rozniosło się ciche westchnięcie spowodowane nagłym rozczuleniem.
-Tak, Fred – odpowiedziała
kobieta, teraz już nawet nie powstrzymując łez.
-Specjalnie chciałem się
spytać przy tylu ludziach. Wiedziałem, że nie odmówisz –
odrzekł poważnie Fred lecz po chwili wybuchł gromkim śmiechem.
-Głupek – podsumowała
Hermiona – Kocham Cię – stwierdziła z rozczuleniem.
Te dwa słowa. Niby nic. Ale tak
ważne...
-Też cię kocham, Misia. Nigdy
nie przestanę.
Ogłuszające oklaski rozniosły
się po całej sali. Nadzieja na szczęście? Ona dawno już je
zyskała.
,,Bo
czasem lubi się kogoś zbyt mocno. I to się nazywa miłość.”
- - - - - - - - - - - - - - - -
- - - - - - - - - - - -- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
- - - - - - - - - - - - - - -
Zacznę
tak: To moja pierwsza miniaturka. Starałam się dobrać jakiś
oryginalny pomysł. Chciałam też dodać ją po rozdziale 7, każdy
się chyba domyśla, dlaczego ^^
Ale
na rozdział nie miałam pomysłu, za to na miniaturkę coś się
znalazło i mam nadzieję, że dobrze odwzorowałam to, co mi
siedziało w głowie :D Moim zdaniem trochę za krótka, ale jakbym
się rozpisała bardziej, to by była za długa :< Na pewno będą
też inne nie dociągnięcia, dlatego czekam na opinię, żebym
wiedziała, co mam poprawić, bo na jednej miniaturce nie spocznę ;D
Szczerze to nie mam pojęcia, kiedy pojawi się następny rozdział,
bo jak wspomniałam, nie mam na niego w ogóle pomysłu :< Ktoś
skojarzył cytat na końcu z Kubusiem Puchatkiem? Moim zdaniem jego
wytłumaczenie miłości jest najlepsze ;D Jak zwykle na końcu mojej
gadki – proszę o komentarze :* CZYTASZ
= KOMENTUJ,
bo
to dla mnie baaardzo ważne :D Pozdrawiam :*
~Katniss
;33
Hmmm no co by tu powiedzieć. ..
OdpowiedzUsuńPowiem ze mam troszkę mieszane uczucia. Mimo że to miniaturka to wg mnie troszeczkę za krotka ale to taki malutki minusik.
Sam temat był w miarę ciekawy i jak na pierwszą miniaturke naprawdę nie jest źle. Opisy się uratowały z sytuacji w niektórych momentach bo naprawdę są fajne.
Ja wiem trochę taki sztuczny kom ale jest padnięta po całym dniu zwiedzania:')
Życzę weny i czekam na nowe rozdziały i miniaturki<3
~ Kate
http://fremioneczytowogolemozliwe.blogspot.com/
Dziękuję za komentarz ^^ Pozdrawiam :*
UsuńMega, mega, mega bardzo
OdpowiedzUsuńkiedy kolejny rozdział????
Jak się uda, to nawet dzisiaj :) Jak nie dzisiaj, to we wtorek :D
Usuńczekamy i nie ma, nie mogę się już doczekać :D
OdpowiedzUsuńJeju wracaj, wchodzę tu teraz codziennie i nic. Pisz coś znów, z nudów przeczytałam te rozdziały jeszcze raz, a miniaturkę chyba już z 5 razy
OdpowiedzUsuńKiedy coś nowego??
Dzisiaj rozdział będzie na pewno. Nie miałam czasu nawet usiąść przy komputerze. Powiem szczerze, że sama się stęskniłam za pisaniem i za wami :)
Usuń