Oddychała szybko. Jej kasztanowe loki przysłaniały prawie że całą twarz. Klatka piersiowa szybko opadała i unosiła się. Przebiegła palcem po grzbiecie i poczuła dreszcze emocji. Nie… Nie mogę tego zrobić… Ale tak ją kusiło. W sumie… Co w tym złego? Chcę się trochę zrelaksować, a on doskonale będzie się nadawać. NIE! – coś w niej krzyczało. Jeszcze raz przebiegła palcem po grzbiecie. Ponowny dreszcz podniecenia. Szlak trafił stare postanowienia. Odetchnęła głęboko i sięgnęła po ,,Dzieje Hogwartu”. Poczuła szczęście przepływa po jej palcach, jakby to sama książka się za nią stęskniła.
***Fred***
Heh, to bardzo śmieszna sprawa. Otóż siedzę na moim łóżku, i… piszę WIERSZ! Nie wiem, dlaczego. Coś w środku mnie każę mi to zrobić. Cały czas między linijkami coś rymuje mi się z ,,Hermoina” lub po prostu ,,Miona”. Non sens. Przecież chodzę z Angeliną… Która będzie w Hogwarcie! Ucieszyłem się. Na samą myśl o tym magicznym miejscu moje serce się radowało. Moje serce się radowało. MOJE SERCE SIĘ RADOWAŁO! Od kiedy ja używam takich zwrotów?! Nawet George rano powiedział do mnie: ,,Brachu, wracamy do Hogwartu! Na samą myśl o tym na mej piękniejszej (od twojej) twarzy pojawia się za ciesz!”. Ten to będzie poetą, pomyślałem, przekreślają linijkę wierszu. Odłożyłem pergamin, wzdychając. Zobaczyłem coś stojącego w kącie. Na stojaku. Gitara! Tak, teraz tego potrzebuję! Po chwili siedziałem na łóżku, a gitarę miałem opartą na kolanach. Muszę opróżnić emocje. Zacząłem grać, by po chwili śpiewać;
I jeśli wierzysz w to tak samo
To tak jak jeden plus dwa
Bo Twoje serce to ułamek – zawsze tworzy z kimś całość
Podaj dalej
A domino poleci pomału
Nim obejrzysz efekt kuli śnieżnej poczujesz radość
Patrz jak leci......
Unieś wersy ku piedestałom
Wyceluje prosto w chmury niebieskim migdałem
Szczęście łapię garściami
Bo życie jest z góry darem
Dumnym natury planem
Wiecznym który spada deszczem
Który jest z nami, nawet po śmierci jeszcze
Bo nieśmiertelnym wszechświatem jesteśmy w części pierwszej
I nie ważne wyznanie, podziały
Wszystko traci sens
Kiedy jeden organizm to ja i ty, ptaków śpiew
Podaj ją dalej
A powróci jak papier w butelce
Wyrzucony przez fale z oceanu szczęścia
Obiecuję i nie trzymam skrzyżowanych palców w ręce
Nienawiść chowając
Bez kropli żalu na cmentarz (…)
Nie zorientowałem się nawet, że teraz śpiewa głos żeński. Chciałem zaczekać, jak skończy śpiewać, ale jeszcze przed jej tekstem do pokoju (nie wiadomo skąd) weszła Hermiona, i zaczęła śpiewać;
Krąg zawistnych słów otacza nas
I pcha się nam do ust
Gdy szukamy naszych ciał
Mijamy się często w tym mieście mgły
Ja chcę się od niej odbić
Nich wzmocni poczucie mocy mojej krwi…
Nie wiedziałem o co chodzi, ale śpiewałem dalej;
Czasu nie cofnę
Dlatego zanim w kalendarz kopnę
Łaknę poznać wszystko co istotne
Pragnę mieć wciąż blisko jedną z istot
Być z nią ponad wszystko
Zanim prysnę jak chwile ulotne
Wiadomo ze miłość buduje podczas gdy
Nienawiść rujnuje i defrauduje nasze chi
Ta suka i tak zapuka do każdych drzwi
Niezależnie kim jestem
Czy kim jesteś ty (…)
Za wszystkich którzy odeszli
Unieś Victorię w powietrze
Póki tu ciągle jesteśmy
Trzymaj ja w górze
Dzisiaj nienawiść zabierzmy bez kropli żalu na cmentarz
I pochowajmy
Pomału zakwitną róże
Za wszystkich którzy w to wierzą
Razem nie damy im umrzeć
Bo Kwiaty które nie więdną to dobrzy ludzie
I Nawet kiedy odejdą
Dalej będziemy energią, która powróci na pewno
Ja obiecuję Ci…
Jeśli wierzysz w to tak samo
To tak jak jeden plus dwa
Bo Twoje serce to ułamek – zawsze tworzy z kimś całość
A ja Obiecuję Ci!
Obiecuję Ci!
Ja Obiecuję Ci!
Niepewnie opuściłem gitarę. Nawet nie wiedziałem kiedy wstałem, ani kiedy przybliżyłem się tak do Hermiony. Lekko pochyliłem się nad nią. Chciałem ją pocałować, ale zobaczyłem, że kasztanowłosa płacze. Skąd pomysł całowania jej?! Przestraszyła się! Fred, idioto! – myślałem gorączkowo. Poczułem, że lekko mnie odpycha. Otarła łzy.
-Co to miało być? – zapytała trochę zszokowana i zła – Próbowałeś mnie pocałować? Masz dziewczynę, kretynie! Pomyślałeś o tym?!
-Ja… ja przepraszam… to był taki impuls – zacząłem się bezradnie tłumaczyć.
-Och, tak! – w jej głosie wyczułem ironię – Jak każdą dziewczynę całujesz pod wpływem impulsu, to aż współczuje Angelinie. Jaka ona słodka, gdy się złości. Normalnie jak… Wkurzony pluszowy króliczek. Który na mnie wrzeszczy. Jest gotowy mnie zabić. Ogółem mówiąc: morderczy i niebezpieczny.
-Rozumiesz?! Dlatego proponuje zapomnieć o całej tej sytuacji – stwierdziła już łagodniej.
-Taa… -mówię nieprzytomnym głosem.
-To dobrze… Przepraszam za ten wybuch – dostrzegłem, że jest trochę zawstydzona.
-Rozumiem… To było pod wpływem impulsu? –wyszczerzyłem do niej zęby.
-A żebyś wiedział! –zaśmiała się. Miała taki cudowny śmiech…
-No tak, więc nie dość, że latamy na miotle, to jeszcze śpiewamy, co?
Zarumieniła się. Jakie to u niej zwyczajne…
-No, zdarza się –tym razem to ona wyszczerzyła zęby.
-Znasz piosenkę ,,Nie zmieniajmy nic”? –zapytałem. Chcę z nią jeszcze pośpiewać, a co?
-Pewnie, że znam – odpowiedziała.
-Śpiewamy! –krzyknąłem i zacząłem grać.
**Od autorki: to, co jest w (nawiasach) śpiewa Fred, w tym samym czasie co Miona :3**
Jest tak
Że on nie słucha nigdy mnie
I myślami biegnie gdzieś
A ja
Nie mogę go dogonić
On
Może przespać cały dzień (Zbyt poważna jest)
Często denerwuje mnie (Ciągle śpieszy się)
A ja (I wpada w słowo)
Chyba nie obchodzę go (Chyba nie obchodzę jej)
Ja
(Ty)
Jak niebo z ziemią
My nie spotkamy się (My nie spotkamy się)
Jak ogień i deszcz
Nie dobraliśmy się
Ale nie potrafię zła/y na Ciebie być
Jak Wenus i Mars
Jesteśmy z innych gwiazd
Ale nikt mnie nie dopełnia tak jak Ty
Proszę, nie zmieniajmy nic (…)
(Zawsze najmądrzejsza jest
Co odpowiedzieć wie
Ja znam jej wady
One nie odstraszą mnie)
On czytać w moich myślach chce (Jej myśli czytać chcę)
Tyle zastanawiać się (Kłóci ze mną się)
Jest źle (Bym ją dostrzegł)
Tak mówią wszyscy mi (Tak mówią wszyscy mi)
Ja
(Ty)
Jak niebo z ziemią
My nie spotkamy się (My nie spotkamy się)
Jak ogień i deszcz
Nie dobraliśmy się
Ale nie potrafię zła/y na Ciebie być
Jak Wenus i Mars
Jesteśmy z innych gwiazd (Jesteśmy z innych gwiazd)
Ale nikt mnie nie dopełnia tak jak Ty
Proszę, nie zmieniajmy nic (…)
Na moje ''tak''- jej ''nie'')
Nie możemy zgodzić się
Doskonale różni
Ale nie zmieniajmy nic
Nie!
Jak ogień i deszcz
Nie dobraliśmy się
Ale nie potrafię zła/y na Ciebie być
Jak Wenus i Mars
Jesteśmy z innych gwiazd
Ale nikt mnie nie dopełnia tak jak Ty
Proszę, nie zmieniajmy nic
(Ale nie potrafię zły na Ciebie być)
Jak Wenus i Mars
Jesteśmy z innych gwiazd
Ale nikt mnie nie dopełnia tak jak Ty
Proszę, nie zmieniajmy
Nie zmieniajmy niiiic…!
-No, nieźle! – usłyszeliśmy gwizdy i oklaski. Obróciliśmy się, a w dzwiach stali: moi rodzice, Harry, Ron, Ginny, i nawet George! Oni to nigdy nie dają prywatności drugiemu człowiekowi! Hej, braciszku, wyrywasz Hermione? Obróciłem się zaniepokojony. Hej, zapomniałeś o telepati bliźniaków? Ach, no tak. To George. W mojej głowie! Sorry, Forge. Kompletnie. Ale wiesz, że mam Angie?. Te puścił mi oczko i nie zagościł już w mojej głowie. Może to dobrze…?
***Hermiona***
Przyjemne ciepło spłynęło po jej ciele na myśl o tym miejscu. To tam przeżyłam najlepsze chwile swojego życia. Tam poznałam Harry’ego, Rona, Ginny, bliźniaków, Lunę, Neville’a, Lavender (która była z Ronem), Parvati (która nie była moją przyjaciółką tak jak Ginn, ale mogłam jej o wszystkim powiedzieć, wiedząc, że dochowa tajemnicy i pomoże mi).Tam porządnie złamałam Malfoy’owi nos
w trzeciej klasie. Tam uczyłam się, pomagałam przyjaciołom i znajomym w odrabianiu lekcji, ponaglałam wygłupy bliźniaków, i sama się z nich śmiałam. Tam działy się rzeczy tajemnicze, magiczne i trudne, które musiałam rozwiązywać. To tam Największa Nadzieja Świata Czarodziejów pokonała Lorda Voldemorta. Tam rozegrało się decydujące starcie. Jedna, samotna łza spłynęła po moim policzku. Dobrze, że jestem, sama w pokoju. Ruda poszła zrobić kanapki na plaże. Westchnęłam, i spakowałam swoją torbę. Rozebrałam się i zaczęłam zakładać strój. Oczywiście, nie mogłam zapiąć stanika. No a jak! Usłyszałam za sobą tak dobrze mi znany głos.
-Może pomóc? Służę pomocą – Fred zrobił poważną minę, ale po chwili się roześmiał. No cóż, mi nie jest wcale do śmiechu.
-WYNOCHA! – ryknęłam i rzuciłam w niego poduszką. Dostał w twarz. Zaśmiał się, perfekcyjnie odegrał scenę umierania w katuszach, po czym w końcu upadł na podłogę i przeturlał się za drzwi. Zamykając je rzucił mi jeszcze ukradkowe spojrzenie. Z uśmiechem zwycięzcy zapięłam górę stroju.
Gdy wreszcie byłyśmy gotowe do wyjścia, chciałyśmy oczywiście niezauważanie wyjść z Nory. No, ale z naszym szczęściem oczywiście się nie udało. W kuchni byli WSZYSCY. Państwo Weasley wyjechali na tydzień do ciotki Marge, więc mieli ,,wolną chatę!” jak to określili chórem bliźniacy, gdy ich matka ogłaszała wczoraj tą nowinę. Ron tylko je zobaczył.
-Gdzie idziecie?
Wywróciłam oczami. On zawsze musi być taki ciekawski? Wszystko musi wiedzieć. Gdyby tylko
w nauce był taki ciekawy, to byłoby dobrze. Chociaż… Byłby lepszy od niej. NIKT nie ma prawa być lepszym od niej. W czymkolwiek. Uśmiechnęła się na wspomnienie dążenia do doskonałości
w wakacje przed pierwszym rokiem w Hogwarcie. Starała się wykuć każdy podręcznik na pamięć. Chciała być obeznana w świecie czarodziejów. W tym magicznym, tajemniczym, ciekawym, pięknym, niekiedy strasznym, czasem dziwacznym, ukrytym dla mugoli, zdarza się, że nawet niebezpiecznym, radosnym, tętniącym życiem, różnobarwnym, pokręconym światem, który tak kochała, który był częścią niej, i który można opisać jeszcze wieloma przymiotnikami. Pamięta, jak płakała, gdy dostała list. Były to łzy szczęścia i niedowierzania. Później dopiero przyszła myśl, że robią sobie z niej żarty. Ale ta koperta wydawała się taka… prawdziwa. No, i znowu zaczęła płakać. Tym razem nie były to łzy szczęścia. Były gorzkie, pełne smutku i żalu. Następnego dnia, jakby przeczuwając niepewność, zawitała do nich Minera McGonagall. Pamiętała to spotkanie bardzo dokładnie.
Dziewczyna o kasztanowych włosach, które układały się w burzę loków i czekoladowych oczach, siedziała w swoim pokoju, gdy usłyszała z dołu pukanie do drzwi.Czytała książkę, gdy usłyszała swoje imię. Mama ją wołała. Odłożyła książkę, która uniosła się w powietrze, zamknęła i ponownie upadła na pudrową kanapę. Jej pokój był właśnie utrzymany w takich barwach; było to obszerne pomieszczenie.
Gdy otwierało się drzwi,. można było zobaczyć białe panele, które ładnie współgrały ze ścianami w odcieniach pudrowego różu. Na środku pokoju stał dywan w kolorze ścian, a na nim biały stoliczek, za którym stała kanapa. To był taki jakby ,,mały salonik”. Naokoło były jeszcze pufy, oczywiście, w odcieniach biały-pudrowy róż. Wszędzie były porozstawiane pluszaki. Obok było mniejsze pomieszczenie, gdzie było łóżko i biurko, nad którym zostało zamontowane okno. To było jej małe królestwo. Czuła się tu jak bajce. Ale to nic, w porównaniu z tym, co miały się zaraz wydarzyć. Wyszła z pokoju i zeszła po spiralnych schodach. Na ścianach było pełno zdjęć Hermiony – samej lub z rodzicami, których kochała najbardziej na świecie. W drzwiach zobaczyła starszą kobietę. Miała dość nietypowy strój; czarna szata, spod której nie było widać butów, i bardzo spiczasty, czarny kapelusz.
Gdy tylko zobaczyła Hermionę, przedstawiła się.
-Dzień Dobry, nazywam się Minerva McGonagall, i jestem wicedyrektorką Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie.
To sprawiło całą rodzinę w osłupienie. Byli pewni, że to żart, ale teraz…?
-Kontynuując, mam zaszczyt powiadomić państwa, że Hermiona Jean Granger, została przyjęta do wcześniej wspomnianej szkoły. Wszystkie inne informacje zawarte są w tym liście – podała Jean Granger kopertę – aby dostać się na peron 9 i ¾ trzeba przejść przez murek dzielący peron 9 i 10. Jutro w południe zjawie się, aby zabrać państwa i pannę Granger na ulicę Pokątną, aby mogła zakupić potrzebne jej rzeczy. Szkoła za sponsoruje jej książki. Wiemy, że nie posiadacie galeonów – pieniędzy czarodziejów. Do widzenia.
I zanim ktoś zdąży jej odpowiedzieć, zniknęła za drzwiami. To stało się tak szybko, że mózg Hermiony dopiero trawił informacje. Co właściwie się przed chwilą stało…?
A teraz stoi tu, jako jedna z najbardziej znanych osób ze świata czarodziejów, jako osoba, która pomogła zabić Voldemorta, która wraca na ostatni rok nauki do Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie, i jest w Norze, patrząc, jak jej najlepsza przyjaciółka ostro kłóci się z rodzeństwem i przyjacielem.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------
Cześć *^^* Przepraszam, że tak późno dodaje rozdział :< Musiałam się „wbić” w rytm szkoły :D
A ten moment z piosenką… Sama nie wiem, skąd :D Może dlatego, że chodzę do Szkoły Muzycznej? :3 Czekam na opinię :)
~Katniss ;3
Czeeeeeeeeeeeeść :D
OdpowiedzUsuńTępa dzida ze mnie, dawno tu nie zaglądałam i jak sobie przypomniałam to az mi się wstyd zrobiło, że tyle rozdziałów przegapiłam! Ale spokojnie, już wszystko nadrobiłam :D Na moje nieszczęście nadrabiałam w autobusie i na tym fragmencie ,,Wkurzony pluszowy króliczek. Który na mnie wrzeszczy. Jest gotowy mnie zabić. Ogółem mówiąc: morderczy i niebezpieczny." wybuchnęłam śmiechem. Cały autobus spojrzał na mnie jak na idiotkę, ale co tam - walić ich xD
Mam naprawdę męczący tydzień w szkole, więc nie mam siły na rozpisywanie się zbytnie, mam nadzieje, że mi to wybaczysz. Z wad to powiem Ci tylko, że musisz troszkę dopracować zapis dialogów, bo na razie są one trochę hmmm... no za dużo ich jest, a za mało opisów tego co się podczas dialogu dzieje. Mam nadzieje, że zczisz o czym mówię. A z plusów to bardzo pomysłowo wplotłaś piosenkę, ogólnie akcja równie fajnie się toczy. Powolutku i ze smakiem, także jestem na tak i czekam na więcej :D
Jeśli mogłabym Cię prosić to u mnie na blogu jest zakładka Sowiarnia i jak dasz radę to informuj mnie tam o nowych rozdziałach, ok? ;)
Pozdrawiam i oczywiście zapraszam również do siebie :D
http://fremione-w-otchlani-marzen.blogspot.com/
Dziękuje za komentarz i za rady, do których staram się jak najbardziej przystosować :) Co do informowania o rozdziałach - nie ma sprawy ;)
OdpowiedzUsuńKurcze, jak ja to lubię!
OdpowiedzUsuńZgadzam się z Martą, wzmianka o pluszowym króliczkiem jest przezabawna!
Kurde, spiewanie tych piosenek było przekochane<3 telepatia bliźniaków jednak bardziej mi się spodobała:'))
I ten moment, kiedy Fred ją podglądał! Czemu tak bardzo mnie rozbawiło to o tym "wyturlaniu" się z pokoju?
Biegnę dalej, całuski
~Kate
http://fremioneczytowogolemozliwe.blogspot.com/