sobota, 16 lipca 2016

Rozdział IX

Odgłos szyn obijających się o tory i szczęście. Tak, zdecydowanie to towarzyszyło Hermionie i jej przyjaciołom w siódmej już podróży do zamku pociągiem Hogwart Express. Razem z Ginny, Harrym, Ronem i bliźniakami zajęli jeden z wolnych przedziałów mniej więcej w środkowym wagonie. Testowali właśnie nowy wynalazek dwójki Weasley'ów.
-Stracho-klejki? - spytała z niedowierzeniem Hermiona oglądając pozornie niewinną, zieloną kulkę. Kulki były chyba w wszystkich możliwych kolorach świata. Interesowało ją tylko to, jak działały.
-Dokładnie. Gdy taką zjesz, przybierasz postać tego, czego najbardziej się boisz – zaczął Fred z zapałem.
-Ma to na celu zwalczenie swoich lęków. Można sobie z tego robić pośmiewisko, na przykład jakby ktoś z nas najbardziej bałby się Voldzia i przybrałby jego postać, moglibyśmy dorysować mu flamastrem nos – w przedziale rozległ się donośny śmiech grupki przyjaciół – Tylko trzeba pamiętać, żeby zjeść tą kulkę, która ma kolor naszych oczu. Jeśli wybierzemy tą, której kolor najbardziej nam się podoba, pokaże się nasze największe marzenie. Właściwie to się spełni, ale tylko te ''wykonalne'' - dokończył z równym podnieceniem George.
-To jak, kto pierwszy? - spytali już chórem. W przedziale nastała grobowa cisza.
-Pomysł jest genialny – zaczęła Hermiona – może będziemy losować? - rozległy się pomruki zgody. Gryfonka za pomocą różdżki rozesłała do każdego małą karteczkę i pióro. Na koniec wyczarowała prostą, czarną tiarę.
-Napiszcie po prostu wasze imiona na kartkach i wrzućcie do tiary.
Gdy każdy w przedziale włożył do spiczastego kapelusza swoją kartkę, kasztanowłosa drżącymi rękoma uniosła różdżkę – No, to losujemy – szepnęła i machnęła krótko magicznym patykiem. Jedna kartka wleciała prosto w jej rękę.
-Forge – zmarszczyła brwi.
-To ja! - krzyknął George podnosząc się z miejsca. Po dopasowaniu odpowiedniego koloru Weasley wziął kulkę do buzi i zaczął ją rzuć. Wszyscy wstrzymali oddech. Bo czego może się bać George Weasley? Wybuchła świecąca mgła. Gdy opadła, wyszedł z niej bliźniak, a raczej... mops?
Okazało się, że chłopak panicznie boi się psów o takiej właśnie rasie, dlatego zmienił się w uroczego mopsa z dużymi czarnymi oczami, który aż się prosił by tylko go przytulić.
-Ja pierdolę – powiedział Harry, gdy mops podszedł do niego oficjalnym krokiem i nasikał mu na buta.
-Kurwa mać! - krzyknął Ron, gdy pies na jego bucie zostawił dużo gorszy prezent. Na końcu Mops-obsrawacz-George (jak kreatywnie nazwała go jego kopia) wdrapał się na kolana Hermiony i wygodnie się na nich usadowił. Po chwili poruszył znacząco uszami i prędko zeskoczy z Granger w locie przyjmując swoją dawną postać.
-Serio bracie? Mopsy? - spytał z rozbawieniem Ron.
-Uważaj, Ronuś. Mam odwagę zrobić to jeszcze raz na twoim drugim bucie i to nie przemieniając się w mopsa – stwierdził dopiero co przemieniony chłopak, a jego rozmówca znacznie pobladł.
-Stary, bierz teraz jakiś inny kolor – powiedział zaciekawiony czarnowłosy chłopak. Rudzielec chwilę poszukał i wybrał piękną, morską barwę.
-Raz, dwa, trzy, moje szczęście – westchnął. Włożył kulkę do ust i znowu wokół niego pojawiła się ta sama, świecąca mgła.
Gdy opadła, nic się nie wydarzyło.
-Brać ze mnie przykład! - wrzeszczał George – Jestem szczęśliwym człowiekiem i nie potrzebuje niczego do szczęścia! - nagle przed bliźniakiem zmaterializowała się butelka Ognistej Whisky.
-Chyba stracho-klejka dopiero zadziałała – powiedziała ironicznie Ginny, która przez cały czas siedziała ciszej niż zwykle i unikała wzroku Harry'ego. George westchnął i schował butelkę do swojej torby.
-Forge, teraz cię rozumiem, kiedy mówisz: „Do szczęścia potrzeba mi tylko butelki Ognistej” - zaśmiał się jego bliźniak.
-Dobra, następny - brązowooka ponownie machnęła różdżką, a z tiary wyleciała kartka – Harry – przeczytała. Największym lękiem Pottera okazała się śmierć. Nie jego, ale któregoś z jego bliskich. Ten lęk rósł w nim od dziecka, zaczynając od śmierci rodziców, potem Cedrika, Syriusza, Dumbledore'a, Snape'a, Lupina, Tonks i wielu innych znajomych osób. Dodatkiem do tego wszystkiego były sny ukazujące śmierci różnych ludzi, jakie Potter miewał za czasów świetności Voldemorta. Jednak po tym zmartwieniu Chłopiec, Który Przeżył zmienił się w Ginny, której z ust leciała krew, miała rozcięty łuk brwiowy i siniaki oraz zadrapania w wielu widocznych miejscach. Jej cera była nadzwyczaj blada. Po chwili chłopak zmienił się w swoją postać. Po jego czole spływały pojedyncze kropelki potu.
-To było... straszne – rzekł ciężko dysząc, a wszyscy przytaknęli mu w skupieniu. Tylko ruda dziewczyna patrzyła na niego z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Zbawca Świata Czarodziejów wybrał i połknął pomarańczowo-rudą kulkę, łudząco podobną do koloru włosów Weasley'ówny. Przed nim pojawił się kawałek pergaminu, a na nim następujący napis: Być kochanym. To jedyne marzenie, którego nie można pokazać.
-Harry... - zaczęła starsza Gryfonka.
-Nie chce teraz o tym gadać, okej? Następnym razem – szybko odpowiedział Potter. Dziewczyna tyko przytaknęła głową. Nie chciała naciskać na czarnowłosego. Znali się tyle lat, że wiedziała kiedy chłopak jest przygnębiony, radosny, zły czy kiedy coś jest z nim nie tak.
Następny okazał się Ron. Jak można było się spodziewać, zamienił się w wielkiego, włochatego i obrzydliwego pająka. Natomiast jego największe marzenie mieszczące się w jaskrawej, żółtej kulce to góra upieczonych pałek z kurczaka.
Ale czego można się spodziewać po Ronie... na pewno oryginalności w każdym calu. Wszyscy zgodnie ryknęli śmiechem, gdy Weasley nie patrząc na nic rzucił się na swoje marzenie i zaczął je pochłaniać.
-Kocham was – jęknął przeciągle, w zaledwie 5 minut zjadając wszystko.
-Patologia – mruknęli razem bliźniacy, a kasztanowłosa po raz kolejny już machnęła różdżką.
-J-ja – powiedziała z lękiem i szybko wyszukała bardzo się wyróżniającą, czekoladową kulkę. Głośno przełknęła ślinę i włożyła wynalazek do ust. Dziewczyna miała podobne lęki co jej czarnowłosy przyjaciel. Różnica tkwiła tylko w tym, że zmieniła się w ciała Jean i George'a Grangerów. Całe jej ciało zaczęło ogarniać odrętwienie. Zamarła, gdy poczuła w kogo się przemieniła. Oczy zaczęły jej się błyszczeć od powstrzymywanych łez. Najgorsze dla Gryfonki było to, że nie mogła się ruszyć. Nie mogła pomóc swoim rodzicom, bo ona sama nimi była. Po krótkim czasie oczekiwania dziewczyna poczuła, jak czucie wraca do całego jej ciała. Powoli podniosła się z zimnej posadzki i zmierzyła wszystkich wzrokiem. Mieli dość posępne miny, w których można było dostrzec współczucie.
Hermiona przełknęła łzy które cisnęły jej się do oczu.
-Ja... Muszę iść na zebranie Prefektów Naczelnych... nie gniewacie się, prawda? - spytała, gdy już w miarę się uspokoiła. Bardzo martwiła się o swoich rodziców. Kochała ich ponad życie. Załamałby się, gdyby coś im się stało.
-Nie... pewnie, że nie – zaczął Harry, a Ron zgodnie przytaknął.
-Obowiązki to obowiązki – stwierdziła Ginny.
-Obowiązków się nie ignoruje – dopowiedzieli razem bliźniacy i zgodnie wybuchnęli śmiechem, jakby sam wyraz „obowiązki” bardzo ich rozbawiał. Kasztanowłosa posłała im tyko smutny uśmiech i wyszła z przedziału, kierując się na sam przód pociągu.
* * *
Szłam i w zamyśleniu przypatrywałam się swoim butom, gdy poczułam, że wpadam na kogoś. Siła uderzenia posłała mnie do tyłu. Byłam delikatną osobą, czego nie można było powiedzieć osobie, z którą się zderzyłam, bo ona tylko lekko się zachwiała. A raczej on, co poznałam po głosie i sile, a później po wyglądzie.
-Merlinie, przepraszam! Nic ci nie jest? Zamyśliłem się... – zaczął chaotycznie Teodor Nott – Granger? - spytał, gdy pomógł mi wstać.
-Nie, to moja wina... też się zamyśliłam, a powinnam patrzeć, gdzie chodzę – zaczęłam się tłumaczyć. Gdy chłopak pomógł mi wstać, podniosłam wzrok – Nott? - zapytałam w tym samym czasie co chłopak, z nie mniejszym zdziwieniem.
-Granger? No, no. Księżniczka Gryffindoru nieźle się wyrobiła przez wakacje – chłopak teatralnie zagwizdał. Na jego twarzy był jak zawsze zarys ironicznego uśmiechu.
-Nott – stwierdziłam przewracając oczami – teraz się łaskawie przesuń, muszę iść na zebranie Prefektów Naczelnych – powiedziałam dumnie i wyminęłam Teodora. W sumie, to nic do niego nie miałam. Nie potrafiłam sobie przypomnieć by chłopak chociaż raz mnie wyzwał (a trzeba pamiętać, że pamięć Hermiony Granger jest niezawodna) albo chociaż śmiał się z docinek kierowanych w moją stronę. Zawsze patrzył na to z obojętnym wyrazem twarzy, jakby był znudzony. Fakt, nie bronił mnie, ale był Ślizgonem. Dom zobowiązuje.
-Nie Granger, to JA idę na zebranie Prefektów Naczelnych – powiedział czarnowłosy.
-Wiesz co to oznacza, Nott? - zapytałam z przerażeniem. Bardzo dziwił mnie fakt, że prowadzę normalną konwersację ze Ślizgonem. Jakbyśmy starymi znajomymi, a tak naprawdę rozmawiamy po raz pierwszy w życiu.
-Niestety – mruknął chłopak – chodź, bo się spóźnimy, a McWiecznaDziewica będzie nam wygłaszać pogadankę o tym, że zaniedbujemy obowiązki już w pierwszym dniu. Na dodatek w pociągu.
Na początku chciałam ostro go zrugać za to, jak mówi o nauczycielach. Przecież byli starsi, mądrzejsi i dojrzalsi od nas! Naprawdę, nie wiem, jak można być takim ignorantem.
-Nie mów tak – mruknęłam tylko, powstrzymując zdradziecki uśmiech, który cisnął mi się na usta.
-Ach tak, zapomniałem, że rozmawiam ze Świętą Granger, pupilkiem wszystkich nauczycieli...
Natychmiast zaczerwieniłam się z gniewu. Po pierwsze: nie pozwolę na to, by jakiś nadęty Ślizgon mnie krytykował. Od takich rzeczy ma swoich bezmyślnych kumpli, a nie mnie. Najmądrzejszą czarownicę od czasów Roweny Ravenclaw. Po drugie: nie jestem święta. Nie będę tłumaczyć, dlaczego. Po trzecie: nie jestem pewna, ale profesor Snape za bardzo za mną nie przepada, ups.
-Uważaj sobie, Nott – starałam się zabrzmieć groźnie, ale chłopak za bardzo mnie dekoncentrował, samym wyglądem. Zaczynając od jego szarych tęczówek, w których można się było zatracić, wpatrywać się w nie wieczność, będąc przez nie zahipnotyzowanym. Uwagę przyciągały też czarne włosy chłopaka, nie starannie ułożone, tak, jak można się było tego spodziewać po Ślizgonie, lecz były w artystycznym nieładzie. Szczupła sylwetka, szerokie ramiona i ostre, arystokratyczne rysy. Był bardzo przystojny i nawet ja musiałam to przyznać.
-Pobijesz mnie? - spytał ironicznie.
-Może.
Nie zauważyłam nawet, gdy doszliśmy do drzwi odpowiedniego przedziału. Teodor otworzył je i (o dziwo) przepuścił mnie. Skinęłam głową.
-Dzień dobry, pani profesor – powiedzieliśmy z Teodorem jednocześnie i posłaliśmy sobie wściekłe spojrzenia.
-Dzień dobry panno Granger, panie Nott – odpowiedziała z cieniem uśmiechu na twarzy, po czym wskazała dwa miejsca naprzeciwko siebie. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Zobaczyłam jeszcze dwie osoby, które miały zostać Prefektami Naczelnymi, czyli Luna Lovegood i Ernie Macmillan. Uśmiechnęłam się do blondynki. Jej postać bardzo mnie intrygowała, ale wiedziałam, że Luna jest bardzo mądra i wierna przyjaciołom. Nie brakowało jej odwagi i sprytu. Domyślałam się jakie problemy miała Tiara z umieszczeniem jej w odpowiednim domu, ale podejrzewam, że Krukonka trochę jej pomogła. W końcu jej zmarła matka też była podopieczną domu Roweny. Moje przemyślenia przerwała McGonagall.
-Dobrze, zacznijmy od patrolowania korytarzy. Będziecie to robić w parach, – powiedziała opiekunka Domu Lwa, a ja ucieszyłam się na tą wiadomość. Przecież patrolowanie korytarzy z Luną będzie na pewno o wiele lepsze niż z takim Nott'em! - które są już dobrane. - dokończyła, a moja nadzieję zniknęła tak szybko, jak się pojawiła.
-Pary są następujące: pan Nott będzie w parze z panną Granger, a pan Macmillan z panną Lovegood. - na te słowa jęknęłam w duchu. Merlinie, za co? - Dni i godziny patrolowania otrzymacie wraz z planem lekcji. Całe zasady i uprawnienia prefektów zostały wysłane w listach razem z odznakami prefektów. Mam nadzieję, że każdy to przeczytał? - gdy każdy kiwnął twierdząco głową, kontynuowała – Pewnie wiecie, że Prefekci Naczelni mają osobne dormitoria? Znajdują się one na piątym piętrze za obrazem Animaga Barabasza*. Salon jest wspólny. Czy wszystko jest jasne? - zapytała na koniec.
-Tak, pani profesor.
-Dobrze, więc możecie już iść – wstała i gestem dłoni wskazała na drzwi.
Wszyscy posłusznie wyszli. Chciałam pogadać z Luną, ale gdy się obejrzałam, nigdzie jej nie było. Wzruszyłam ramionami trochę smutna.
-Szukasz mnie, Hermiono? - podskoczyłam przestraszona, gdy usłyszałam za sobą głos blondynki.
-Luna! Nie strasz mnie tak, proszę. - spojrzałam z ulgą na Krukonkę.
-Uważaj. Zachowaj zimną krew. - mruknęła i odeszła. Patrzyłam jak odchodzi w głowie mając zupełny mętlik. Uważaj. Zachowaj zimną krew. Godryku... O co jej znowu chodzi? Westchnęłam i skierowałam swe kroki w kierunki naszego przedziału. Nott'a omijałam szerokim łukiem. Może zachowuje się normalnie, ale to nie zmienia faktu, że nadal jest Ślizgonem.

* * *
Pociąg stanął. Tłum uczniów wylewał się z niego. Każdy się pchał, bo chciał wreszcie odetchnąć świeżym powietrzem. Ja postanowiłam poczekać, aż każdy wyjdzie. Miałam trochę czasu żeby pomyśleć. W głowie odbijały mi się słowa Luny, ale wyklinałam też na wszelkie sposoby McGonagall, że dobrała mnie akurat ze Ślizgonem. Jednak znacznie więcej miejsca zajmowały mi ostrzeżenia Krukonki, które nie wiadomo dlaczego, zaczęły mnie niepokoić. Luna zawsze gada od rzeczy tylko... jest naprawdę mądra i zaskakująca. Nargle... - starałam się uspokoić w duchu. Gdy po jakimś czasie wyszłam z pociągu, w oczy rzucił mi się mężczyzna spowity w czerń, który dziwnie przyglądał się Fredowi. Obserwowałam go uważnie. Nagle wyjął różdżkę, i posyłając zaklęcie bombardy sprawił, że wielki szyld w Hogsmead znajdujący się nad Weasley'em zamienił się w gruz. Usłyszałam pisk Ginny, krzyk George'a, Harry'ego i Rona. Spojrzałam w miejsce, w którym wcześniej stał Fred. Teraz nie stał. Leżał, przygnieciony kupą gruzu. Mężczyzna zaśmiał się i teleportował z pyknięciem. Freddie, w co ty się wpakowałeś? Moja reakcja była natychmiastowa. Przecisnęłam się przez grupę gapiów i podbiegłam do Freda. Każdy stał oszołomiony, a moje serce biło nie równym, szybkim tempem. Uważaj. Zachowaj zimną krew.
-Wingardium Leviosa – szepnęłam i odesłałam gruz gdzieś na bok. Złapałam chłopaka za nadgarstek. Puls jest coraz słabszy. Nie wiedziałam co robić. Klatka piersiowa Freda nadal lekko się unosiła. Jego serce biło słabo, nie równym tempem. Oddech słabł. Uważaj. Zachowaj zimną krew. Tylko jedno zaklęcie przychodziło mi do głowy. Jeśli mi się nie uda... Umrę razem z nim. Jednak to jest ostatnia deska ratunku. Chłopak gasł.
-Connect anima** - szepnęłam, zataczając krąg wokół nas. Okryła nas biała kula, zrobiona jakby z mgły. Przyłożyłam różdżkę do ramienia i przejechałam nią po skórze. Na moim ramieniu pojawiło się rozcięcie, z którego leniwie zaczęła kapać krew. To samo zrobiłam na ramieniu chłopaka. Zbliżyłam ramię tak, że moja krew spływała teraz do rozcięcia Freda. Gdyby nie powaga sytuacji myślałabym, jakie to jest przerażające dla mnie.
-I, Hermione Jean Granger, et sanguinem – zaczęłam mówić cicho słowa przysięgi. Merlinie, oby się udało. - miscere et anima Fred William Weasley. Et maledicam Connect Anima mittat ad nos. Et revixit.***
Mgła opadła. Poczułam, jak wiruje mi w głowie. Jak wszystko się rozmazuje. Nim straciłam przytomność, zdążyłam zauważyć szybciej poruszającą się klatkę piersiową Freda. Uważaj. Zachowaj zimną krew.

* * *
Powoli otworzyłam oczy, lecz natychmiast byłam zmuszona je zamknąć. Biel panująca w pomieszczeniu raziła mnie w oczy.
Biel... Jestem w Skrzydle Szpitalnym?
-Razi? Już zasuwam żaluzje, kochana – gdzieś już słyszałam ten głos. Tylko nie mogę sobie przypomnieć gdzie. Usłyszałam kroki i odgłos zasuwanych żaluzji. Po raz kolejny podjęłam próbę otworzenia oczu. Uniosłam powieki i spokojnie mogłam się rozejrzeć. Byłam w Skrzydle, a wcześniejszy głos należał do pani Pomfrey. Ktoś poruszył się w łóżku obok. Obróciłam głowę i dostrzegłam rudą czuprynę wystającą spod kołdry. Fred?
Wtedy wspomnienia uderzyły we mnie z zawrotną szybkością.
Mężczyzna cały ubrany na czarno, Hogsmead, gruz, Fred, z którego powoli ulatuje życie, zaklęcie Connect anima...
Połączyłam nasze dusze. Udało mi się.
Fred znowu niespokojnie się poruszył i również otworzył swoje kasztanowe oczy. Spojrzał na mnie niepewnie.
-Co... co się stało? - spytał cichym, zachrypniętym głosem. Już miałam mu odpowiedzieć, gdy znikąd pojawiła się pani Pomfrey.
-Wiesz co się stało? Ta dziewczyna uratowała ci życie! Narobił pan sobie wrogów, a ona później pana ratowała, spojrzał pan w oczy śmierci, a dziewczyna miała jakieś 30 procent na przeżycie ratując cię! - pielęgniarka była bardzo oburzona. Plątała się we własnej wypowiedzi, a gdy skończyła, prychnęła, podała nam jakieś niezbyt smaczne eliksir i wróciła do swojego gabinetu.
-Fred, nie wiem, czy to ci się spodoba... - zaczęłam. Wiedziałam, że chłopak może nie być zadowolony z tego, co zrobiłam. W końcu nie każdy musi skakać ze szczęścia, gdy połączy się jego duszę.
-Nic nie mów. Uratowałaś mi życie, ryzykując swoje, z tego co zrozumiałem z krzyków Pomfrey - skrzywił się lekko – A wcale nie musiałaś tego robić. Zawsze mogłaś pozwolić mi umrzeć. Naprawdę nie wiem, jaki ci odwdzięczę Hermiono.
-Nie mogłam... - wetchnęłam i kontynuowałam nieco pewniejszym tonem - nie mogłam pozwolić ci umrzeć. Tylko, że jedynym rozwiązaniem było połączenie naszych dusz.
-Połączenie... co?
-Połączenie dusz. Będziemy mogli wyczuwać swoje nastroje, odczuwać ten sam ból fizyczny i psychiczny i będziemy wiedzieć, kiedy druga osoba ma kłopoty. - powiedziałam lekko zakłopotana. Dużo czytałam na ten temat ale nie wiedziałam, że kiedyś będę musiała użyć tego zaklęcia. Zauważyłam kątem oka, że Fred marszczy brwi. Czekałam tylko na wybuch, w którym będzie mi wypominać jak mogłam to zrobić, jak ja mogłam połączyć nasze dusze, jak mogłam pozbawić go prywatności... Jednak takie coś nie nastąpiło. Oczy chłopaka lekko się zamgliły. Wiem, że o czymś myślał. Nie zamierzałam mu przeszkadzać. Do sali weszła pielęgniarka.
-Jeszcze trochę tu sobie posiedzicie. Wasze zdolności magiczne są bardzo osłabione, szczególnie pani, panno Granger – spojrzała na mnie i westchnęła – Wiedziałam, że jest pani wyjątkowo zdolną czarownicą, ale tego się nie spodziewałam, naprawdę... Ostatni raz to zaklęcie udało rzucić się Rowenie Ravenclaw – dodała. Poczułam przypływ dumy. Udało się.
-Pani Pomfrey... Ile czasu już tu leżymy? - spytałam po chwili.
-Dwa tygodnie, ale posiedzicie jeszcze tydzień, niestety. Ale na pewno nie będziecie głodować. Wasze szafki aż się uginają pod tymi tonami słodyczy – uśmiechnęła się pogodnie. Jak na zawołanie razem z Fredem spojrzeliśmy na swoje szafki. Pielęgniarka miała racje – półki się uginały. Nie tylko od słodyczy, ale od kartek, kwiatów i notatek z lekcji.
-Codziennie przychodzą tu tłumy i zawsze coś zostawią – wytłumaczyła Pomfrey i udała się do swojego gabinetu.
-Chyba naprawdę się mną przejmujesz, skoro ryzykowałaś życie, a teraz nie będziesz miała prywatności, tak jakby. Ja nie umiałbym zachować zimnej krwi w takiej sytuacji... - zaczął Weasley, a mi przypomniały się słowa pewnej Krukonki. Uważaj. Zachowaj zimną krew. Momentalnie spojrzałam na okno. Zamurowało mnie. Angelina, ta Angelina, całowała się z jakimś Ślizgonem, z tego co poznałam po kolorach szaty. Fred podążył za moim wzrokiem i jego oczy po smutniały. Chciałam go pocieszyć, więc już otwierałam usta, ale chłopak mi przeszkodził, patrząc na mnie.
-Szkoda strzępić ryja – stwierdził uśmiechając się ponuro. Drzwi skrzydła otworzyły się, a w nich stała wcześniej wspomniana dziewczyna. Uśmiechała się dość sztucznie.
-Freddie! Mój misiu! - skrzywiłam się, tak jak wcześniej Fred. Chyba zacznę rzygać.
-Daruj sobie, Johnson – odparł chłopak dość oschłym tonem. Przylepiony uśmiech zbladł.
-O co ci znowu chodzi? - warknęła. Bardzo mnie zdziwiła nagła zmiana jej tonu.
-To koniec. Myślisz, że jestem ślepy i nie widzę, że się puszczasz z każdy chłopakiem jakiego tylko zobaczysz? - zakpił Weasley. Poczułam się dość nieswojo.
-To pewnie przez tą szlamę Granger, co? Wolisz jakąś szczotę zamiast mnie? - dziewczyna zaczynała niebezpiecznie podnosić głos. Jaką szczotę, idiotko?
-Jeszcze raz powiesz na nią szlama, to cię stąd wyrzucę siłą. Tak, wolę Hermionę – podkreślił moje imię – ona ma coś w głowie, ty nie masz nic. U niej nawet nie widać makijażu, a wygląda zjawiskowo. Ty... nie wiem ile masz na tej mordzie tapety, ale i tak wyglądasz jak Ron z rana. Możesz wyjść, bo nikt nie chce twojego towarzystwa – warknął. Takiej wersji Freda jeszcze nie widziałam. Z resztą nie wiem, czy chce jeszcze kiedykolwiek widzieć. Ciepło rozlało się po moim sercu, gdy mnie tak wychwalał... Zresztą, on to zrobił tyko po to, by dopiec Angelinie, na pewno tak nie myśli.
-Przepraszam za nią... Naprawdę – maska złości opadła, teraz na jego twarzy widniało zrezygnowanie.
-Przecież to nie twoja wina... Ona jest po prostu tępa – zapewniłam i spojrzałam na chłopaka, który cicho się zaśmiał.
-Jesteś moją bratnią duszą – stwierdził odkrywczo rudzielec.
-Fred...?
-Tak?
-Jesteś niemożliwy. Serio.

* * *
-Zabiłeś?
-Tak, mój panie. Nie mogli go uratować, przygniotła go tona gruzu.
-Świetnie, Dave. Nie myślałem, że możesz okazać się taki pożyteczny... - mężczyzna siedzący w fotelu obitym w czarną skórę zamyślił się.
-Dla mojego pana wszystko – Dave lekko się skłonił.
-Bardzo dobrze. Została piątka.
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
 *wytwór mojej chorej wyobraźni xD
**Z łacińskiego - połączyć duszę.
***Z łacińskiego - Ja, Hermiona Jean Granger łączę moją krew i duszę z Fredem William'em Weasley'em, rzucając na nas klątwę Connect Anima. Niech odżyje.


Witam ^^ Przepraszam. Wiem, rozdział miał być w poniedziałek, a jest sobota. Ale dopadła mnie gorączka, chyba wybaczycie? Na dodatek ten rozdział przeszedł takie kaprysy, że tyko współczuć. Cały czas coś mi nie pasowało. W końcu stwierdziłam, że jest za krótki, więc zamiast 3 stron jest 8,5 ;D W końcu tak się zdenerwowałam, że ponacinałam ramiona bohaterów xD W każdym zdaniu było coś poprawiane, a i tak nie jestem zadowolona z początku. Ale nie mnie to oceniać, tylko wam :D Jeśli czytasz, komentuj, miło mi się zrobi :)) Pozdrawiam :*
~Katniss ;33
PS Bardzo dziękuję za 700 wyświetleń <3

7 komentarzy:

  1. O japierdziu, rozdział długi i przepiękny, no i ten.twój magiczny styl i ten pomysł na zaklęcie. Prawdziwe Fremione z boską fabułą. Kocham to opowiadanie. Wybacz za krótkie komentarze, ale średnio mam możliwość pisania ich, ale wiedz zw jesteś wspaniała! czekam na więcej
    Ps chciałabym Cię poznać i popisać w prawdziwym życiu? masz fb? wiem że nie Podasz go na forum, zatem napisz jak możesz na mojego maila, to on :) carry.my.soul@o2.pl
    Czekam :* pozdrawiam
    ~ola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, dziękuje baardzo <3 Moje odpowiedzi też nie należą do najdłuższych :) Co do popisania itd... Już do ciebie napisałam (na maila :)) Pozdrawiam :*

      Usuń
  2. Hej!
    Natknęłam się na Twojego bloga przez przypadek i teraz będzie trochę mojej opinii.
    Szczerze? To nienawidzę, gdy Fred sięga po gitarę. Jeśli by tak pomyśleć, to przecież niemożliwe, żeby on grał. Bardzo nie lubię, kiedy z Angeliny robi się pustą lalę, która obrażę Hermionę, ja osobiście bardzo lubię tę postać.
    Przegięciem też jest robienie z Hermiony dziewczyny, której podoba się połowa Hogwartu. Ona taka nie jest.
    Ale muszę Ci powiedzieć, że po mimo tych negatywów bardzo miło się czytało. Ciekawy pomysł z połączeniem dusz.
    Sama piszę o Fremione i niektóre zachowania wydają mi się absurdalne, że przecież ona/on nie mógłby tak zrobić! Jednak to jest Twój blog i dobrze, że piszesz to, co Ty uważasz za najlepsze.
    Może mój komentarz wydawać się negatywny, ale wcale taki nie jest. Po prostu mam swoje zdanie na niektóre tematy i tyle. Będę zaglądać i czekać na następnego posta. :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej :) Rozumiem, każdemu może się coś nie podobać, bo każdy ma swój gust, prawda? :) Osobiście nie przepadam za Angeliną, sama nie wiem dlaczego :/ Gitara i Fred bardzo mi się podoba (widać, że nie mamy podobnego gustu :D), a co do charakteru Hermiony - będzie w nim wieele poprawek, bo mi również nie podoba mi się to, jak go zrobiłam ;/ Więc chyba zrobię kanoniczną Hermione, bo ta wydaje mi się być najodpowiedniejsza :D Ale nie martw się, bo dopiero się rozkręcam i myślę,że będzie coraz lepiej :) Mogłabyś podać mi linka do swojego bloga? Chętnie śledziłabym twoje opowiadanie ;) Oczywiście jeśli nie chcesz, to rozumiem c; Bardzo dziękuję za opinię i miłe słowa :D Mam nadzieję, że następny rozdział bardziej przypadnie ci do gustu ;) Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. Właśnie to jest najlepsze, że każdy lubi co innego, bo jaki świat byłby nudny, gdyby każdy zachwycałby się tym samym, prawda? :)
      http://hermionaandfred.blogspot.com/
      Jeśli tylko miałbyś czas i ochotę to napisz ocenę o moim blogu. :)

      Usuń
    3. Zgadzam się z tobą w 100 procentach ;) Już zaglądam na twojego bloga :)

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń