Wielu ludzi zdaje pytanie: Co
to właściwie jest miłość? Cóż, miłość jest wtedy, gdy
szczęście drugiej osoby staje się dla ciebie ważniejsze niż
twoje. Kiedy na jej widok masz motylki w brzuchu. To coś, czego nie
ma. To coś, co sprawia, że nie ma litości... To tak, jakby budować
dom i palić wszystko wokół... Miłość jest wtedy, gdy dla
drugiej osoby możemy poświęcić wszystko. Pojawia się, kiedy
wciąż myślimy o ukochanej osobie, nie mogąc się na niczym
skupić. Miłość jest bolesna, gdy jest nie odwzajemniona i
szczęśliwa, gdy ta jedyna osoba kocha równie mocno. Miłość to w
większości pozytywne uczucie. A czy negatywne uczucia są złe?
Nie. Każdy człowiek ma w sobie gniew i łagodność, nienawiść i
miłość, zdolność do przemocy i do szlachetności. Gniew i
nienawiść można obrócić ludziom na pożytek, nie tylko przeciw
nim. Człowiek pozbawiony gniewu jest wiecznym niewolnikiem. Nie ma
postępu bez buntu ani wolności bez gniewu. Tak samo, jak tylko
gwałtowne uczucia pozwalają napisać wspaniałą książkę,
namalować obraz, od którego nie można oderwać wzroku i
skomponować muzykę, którą słyszy się nawet we śnie...
,,Miłość
– to nie pluszowy miś, ani kwiaty, to też nie diabeł rogaty, ani
miłość – kiedy jedno płacze, a drugie po nim skacze.
Miłość
– to żaden film w żadnym kinie, ani róże, to nie całusy małe,
duże, ale miłość – to gdy jedno spada w dół, drugie ciągnie
ku górze.”
*
* *
Spacerowała
ulicami Londynu. Przed powrotem do Hogwartu chciała też pożegnać
się z mugolską częścią miasta. Z częścią niej. Dobre jak i
złe wspomnienia nawiedzały ją z czasu, gdy była mała, gdy nie
wiedziała, że jest czarownicą. Z resztą... czy ona miała złe
wspomnienia z dzieciństwa? Tak jej się wydawało. Przed wojną...
O, tu nauczyłam się
jeździć na rolkach – pomyślała
przechodząc obok skate parku, który łączył się z placem zabaw.
Tu tata zabrał nas, mnie
i mamę, na walentynki –
przechodziła obok jakiejś eleganckiej restauracji. Zaczęła
rozglądać się za jakimś zaułkiem. Wiedziała, że jak za chwilę
się nie teleportuje, to popłacze się do swoich wspomnień. Ale
jeszcze przed tym... Musiała coś zrobić. Weszła do małej,
przytulnej kawiarenki. Zawsze przychodziła tu z rodzicami. Jasno
beżowe ściany, ciemno brązowe stoliki, a przy nich dostawione były
pufy lub kanapy – ciemno brązowe. Miła właścicielka, która
stała za ladą i przyjmowała zamówienia, uśmiechała się do
każdego przyjacielsko. Nic tu się nie zmieniło.
-Och, panna Granger! Witam cię,
moje dziecko! - kobieta podbiegła do dziewczyny i uściskała ją
serdecznie.
-Dzień dobry, pani Lindgren –
Hermiona odwzajemniła uścisk Kate.
-Co dziś dla ciebie? - Kate
Lindgren wróciła za ladę.
-Mrożoną kawę, proszę –
Granger z cichym westchnięciem opadła na kanapę przy jednym ze
stolików.
*
* *
-Do widzenia pani –
powiedziała kasztanowłosa na odchodne i wyszła z kawiarni
zatapiając usta w swojej ulubionej, mrożonej kawie. Zwykła przy
takiej jest ohydna. Skierowała swe kroki do parku, w którym miała
chyba najwięcej wspomnień. Usiadła na jednej z ławek i od czasu
do czasu popijając z papierowego kubka, patrzała swoim bystrym
spojrzeniem na przechodzących ludzi. Utonęła w swoich
wspomnieniach. Nie zauważyła nawet, że powoli się ściemnia.
Otrząsnęła się i wyszła z parku, kierując się ku ciemnemu
zaułkowi, gdzie mogła się teleportować. Gdy doszła, zamknęła
oczy i wyobraziła sobie Norę. Już miała się obrócić i zniknąć,
gdy coś, lub może ktoś, złapało ją dość brutalnie za ramię i
rzuciło nią o ścianę. Z przymrużonych powiek dostrzegła
sylwetkę mężczyzny. Jego platynowa grzywka opadała mu na czoło,
a stalowo-niebieskie oczy patrzyły na nią z zahipnotyzowaniem. Na
dodatek, jego ruchy były bardzo mechaniczne i nie było w nich
normalnych, ludzkich odruchów. Cholera! - zaklnęła w
myślach – Malfoy jest pod działaniem imperiusa!
-I co, szlamo? Znowu się
spotykamy – stwierdził lakonicznie, a jego głos, brzmiący tak,
jakby ktoś go puszczał z nagrania, lekko zadrżał. W oczach
pojawiła się niepewność i bunt, które dość szybko, zostały
zastąpione pustką. - Tym razem nie ma tu ani Pottera, ani
Weasley'a, nikt cię nie obroni.
Hermiona przełknęła głośno
ślinę. Rzeczywiście. Tu nikt jej nie obroni. Jest sama i
bezbronna, w ciemnym zaułku, razem z przeklętym – dosłownie –
Malfoy'em.
Zamknęła oczy i oczekiwała na
ruch ze strony chłopaka. Gdy przez jakiś czas nic się nie
wydarzyło, ciszę przerwał głośny huk. Po chwili usłyszała
stłumiony jęk i odważyła się otworzyć oczy. Widok, który
ujrzała, na pewną chwilę sprawił, że jej spojrzenie całkowicie
się zamgliło. Otóż Fred Weasley, stał z zaciętą miną i
wyciągniętą różdżką na tle zachodzącego słońca. Jego
grzywka opadała mu na oczy, a duże, kasztanowe oczy wyrażały
gniew. Przez ten cały efekt, Weasley wyglądał jak bohater, jej
bohater.
-Nic ci się nie stało? -
spytał z wyraźną troską w głosie. To u niego lubiła. Potrafił
być opiekuńczy i troskliwy, gdy tylko tego chciał.
-Nie, ja... Fred, naprawdę nie
wiem, jak mam ci dziękować! - krzyknęła, a cała jej postawa
wyrażała ogromną ulgę. Rzuciła mu się na szyję, a Fred cicho
się zaśmiał.
-Serio, to nic takiego... - nie
dokończył, ponieważ kasztanowłosa uniosła głowę i spojrzała
mu w oczy. Zatonął w głębi jej spojrzenia. Otoczył swoją ręką
jej talię i delikatnie przyciągnął ją do siebie. Nie odsunęła
się, nie protestowała. Lekko się nad nią pochylił i złączył
ich usta w pocałunku, jakie obydwoje jeszcze nigdy nie doświadczyli.
Był on pełen pasji, ukrytych uczuć, tęsknoty. Był spontaniczny,
tajemniczy i zakazany. Jednak nic, co dobre, nie trwa wiecznie.
-Fred – szepnęła cicho
Hermiona, odrywając się od rudowłosego – Fred, nie możemy... Ty
masz dziewczynę – ostatnie zdanie powiedziała jakby przytomniej.
Nagle w jej oczach można było dostrzec zrozumienie, a potem ból,
który udzielił się również mu. Próbował zaprzeczyć, ale nic
nie mogło mu przejść przez gardło. Uświadomił sobie pewną
rzecz, której i tak nie mógł do końca przyjąć do swojej
świadomości. Zakochał się w Hermionie Granger. W tak
krótkim czasie, tak niespodziewanie. W swoim zamyśleniu nie
dostrzegł, że Hermiona się teleportowała, a on został sam na
ulicy. Obrócił się wokół własnej osi i zniknął. Jedyne co po
nim zostało to zapach męskich perfum i Malfoy, któremu powoli
wracała świadomość.
*
* *
Wpadła do pokoju, który
dzieliła z Ginny i opadła na łóżko. Z jej oczu obficie płynęły
łzy. Czemu była taka naiwna? Czemu tak łatwo dała się nabrać,
oszukać? Chociaż... Czy Fred mógłby ją tak podle potraktować?
Tego nie była pewna. Nie znała go dobrze. Spory czas był dla niej
bratem jej przyjaciela, a teraz... No właśnie, kim był teraz? Czy
dla niego ten pocałunek coś znaczył? Tego też nie wiedziała. Jak
ona nienawidziła niewiedzy! Miała tyle pytań, na które mógł
odpowiedzieć tylko ON. Już dawno pogodziła się z faktem, że coś
do niego czuje, ale nie chciała z nim być. To uczucie było jej
dotąd nieznane: podoba jej się, ale nie chce z nim być. Może
poddaje się na starcie, wie, że to nie wypali? A może tak bardzo
bała się odrzucenia? Pokocha go, odda mu swoje serce, zaufa... A on
ją wyśmieje? Codziennie będzie myślał: Naiwna Granger! Coś
w niej krzyczało, że Fred tak nie zrobi, że tak nie jest. Ale nie
miała do niego na tyle zaufania, by uwierzyć. Jej rozmyślania
przerwało natarczywe pukanie do drzwi. Może to Ginny? -
pomyślała z nadzieją, mrucząc cicho ,,proszę”.
-Cześć, Hermiona... - zaczął
niepewnie Fred Weasley.
-Co ty tu robisz? - zapytała, a
chłód jej głosu przeraził ją samą.
-Prawnie? Mieszkam. A tak
poważnie, to wyjaśniła się sprawa z Malfoy'em.
-Tak szybko? - jak Ministerstwu
udało się tak szybko interweniować? Nagle ją olśniło. Kingsley.
Teraz Ministerstwo Magii jest w dobrych rękach!
-No, pewnie! - powiedział dość
ironicznie chłopak – jesteś najbardziej znaną czarownicą tego
wieku! Piszą o tobie w gazetach, a dokładniej to o waszej Złotej
Trójcy. Dziewczyna spojrzała na niego nie przytomnym wzrokiem. Od
ponad miesiąca nie miała w rękach gazety, nie miała czasu. Nie
wiedziała, że o nich piszą.
-Och – wystękała tylko –
To proszę, olśnij mnie.
-Malfoy był pod działaniem
zaklęcia Imperio. Nie wiedzą, kto je na niego rzucił...
-Tego to ja się sama zdołałam
domyślić – warknęła. Uniósł brwi.
-Podejrzewają, że to jakiś
kolejny psychopata, ślepo zapatrzony w Voldzia chce go pomścić –
dokończył.
-Ale czemu akurat uparł się na
mnie? - naprawdę, czy zawsze, gdy ktoś ma ochotę kogoś zabić,
ona musi być na celowniku?
-Niestety, nasi aurorzy nie są
na tyle inteligentni, by to wiedzieć. Nie mogę się doczekać, aż
wasza trójka skończy Hogwart, przynajmniej będą jacyś dobrzy
aurorzy. Chociaż, co do Rona... miałbym wątpliwości.
-Hej! Ron pomagał tak samo w
pokonaniu Voldemorta, jak ja! - oburzyła się Hermiona.
-Jasne, jasne... - uspokoił ją
Fred, szturchając dziewczynę w ramię i serdecznie się śmiejąc.
Nagle cała złość z niej uleciała, gdy spojrzała na Freda. Jego
twarz ozdabiał szeroki uśmiech, a z oczu biła radość. Wyglądał,
jakby był otoczoną aurą pozytywnej energii, która udzieliła się
również jej.
-Hermiono... - zaczął
niepewnie Fred. Wiedział, że jak nie powie jej tego teraz, to już
nigdy się nie odważy. Dziewczyna spojrzała mu prosto w oczy. Czas
jakby się zatrzymał - Ja chyba cię...
-Hermiona! - do pokoju niczym
burza wleciała Ginny Weasley, w ułamku sekundy burząc całą
atmosferę i nastrój. - Co tu robisz oszołomie? Wynocha! - Ruda
wyglądała na bardzo zdenerwowaną. Fred od razu ulotnił się z
pokoju, uprzednio posyłając Hermionie przepraszający uśmiech,
który Granger odwzajemniła.
-Ginny, czy coś się stało? -
zaczęła spokojnie kasztanowłosa, bojąc się nagłego wybuchu ze
strony przyjaciółki.
-Harry chcę się ze mną
spotkać jutro. Podobno to bardzo ważne, a ja nie wiem, co mam o tym
myśleć. Mam złe przeczucia...
-Gin, to jeszcze niczego nie
dowodzi! Uspokój się. Harry na pewno chce pogadać, nic więcej...
-Obyś miała rację, Herm.
*
* *
-Malfoy... Zawiodłeś mnie.
-Niczego ci nie obiecałem. To
TY rzuciłeś na mnie Imperio. Jeśli myślisz, że pozwolę
się tak traktować, to jesteś w ogromnym błędzie... - zaczął
Malfoy Junior, ale nie dane mu było dokończyć.
-Daj spokój Draco, wiem, że
masz coś jeszcze za uszami. Jak zgłoszę to Ministerstwu, to nawet
Złoty Chłopiec nie wyciągnie cię z tego bagna. Przemyśl to.
-Dobrze wiesz, jaka była, jest
i będzie moja odpowiedź. Nie zabiję Granger. Nie mam za co. Tobie
też bym radził tego nie robić. Do zobaczenia.
Znowu
ten sam pokój. Ten sam mężczyzna, fotel i whisky.
*
* *
Była godzina 10. Po ulicy
Pokątnej chodziło nie wiele ludzi. On miał cel, wiedział, gdzie
idzie. Wcale nie był zadowolony z tego, co zrobi. Nikt by nie był.
Pewnie wszedł do pubu ,,Pod Trzema Motłami” i od razu zobaczył
siedzącą w kącie drobną, rudowłosą postać. Poczuł narastająca
gulę w gardle, gdy dziewczyna zauważywszy go, uśmiechnęła się
jeszcze szerzej.
Usiadł naprzeciwko niej i
zaczął.
-Ginny, musimy to skończyć.
Proszę, nie płacz – powiedział bezradnie.
-Harry...!
- - - - - - - - - - - - - - - -
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Taak,
wiem, krótko dzisiaj. Nawet bardzo. Ale ja ten rozdział pisałam
teraz, żeby wstawić cokolwiek. Nie było mnie przez weekend w domu,
myślałam, że wrócę wczoraj wieczorem, a wróciłam dzisiaj, 30
min. temu :O Nie wiem, jak mam was przeprosić za moją nieobecność
(szczególnie Lucy), więc powiem raz a szczerze: PRZEPRASZAM! I mam
nadzieję, że wybaczycie :D W wakacje wszystko nadrobię, obiecuję!
Ale
odbiegając od rozdziału: Cieszycie się z zakończenia roku? Ja
baardzo :D Będą paski na świadectwach, czy w innych miejscach? :D
Wszystko pozaliczane na ostatnią chwilę? Średnie wysokie? Moja:
5.17. Wieem, mogło być lepiej :') Ale nie zanudzam wam moim
słowotokiem. Jak zwykle, proszę o komentarze. A co do dodawania
rozdziałów w wakacje, wstawię o tym osobny post :) Pozdrawiam :*
~Katniss
;33