poniedziałek, 20 czerwca 2016

Rozdział VII

Wielu ludzi zdaje pytanie: Co to właściwie jest miłość? Cóż, miłość jest wtedy, gdy szczęście drugiej osoby staje się dla ciebie ważniejsze niż twoje. Kiedy na jej widok masz motylki w brzuchu. To coś, czego nie ma. To coś, co sprawia, że nie ma litości... To tak, jakby budować dom i palić wszystko wokół... Miłość jest wtedy, gdy dla drugiej osoby możemy poświęcić wszystko. Pojawia się, kiedy wciąż myślimy o ukochanej osobie, nie mogąc się na niczym skupić. Miłość jest bolesna, gdy jest nie odwzajemniona i szczęśliwa, gdy ta jedyna osoba kocha równie mocno. Miłość to w większości pozytywne uczucie. A czy negatywne uczucia są złe? Nie. Każdy człowiek ma w sobie gniew i łagodność, nienawiść i miłość, zdolność do przemocy i do szlachetności. Gniew i nienawiść można obrócić ludziom na pożytek, nie tylko przeciw nim. Człowiek pozbawiony gniewu jest wiecznym niewolnikiem. Nie ma postępu bez buntu ani wolności bez gniewu. Tak samo, jak tylko gwałtowne uczucia pozwalają napisać wspaniałą książkę, namalować obraz, od którego nie można oderwać wzroku i skomponować muzykę, którą słyszy się nawet we śnie...

,,Miłość – to nie pluszowy miś, ani kwiaty, to też nie diabeł rogaty, ani miłość – kiedy jedno płacze, a drugie po nim skacze.
Miłość – to żaden film w żadnym kinie, ani róże, to nie całusy małe, duże, ale miłość – to gdy jedno spada w dół, drugie ciągnie ku górze.”

* * *
Spacerowała ulicami Londynu. Przed powrotem do Hogwartu chciała też pożegnać się z mugolską częścią miasta. Z częścią niej. Dobre jak i złe wspomnienia nawiedzały ją z czasu, gdy była mała, gdy nie wiedziała, że jest czarownicą. Z resztą... czy ona miała złe wspomnienia z dzieciństwa? Tak jej się wydawało. Przed wojną... O, tu nauczyłam się jeździć na rolkach – pomyślała przechodząc obok skate parku, który łączył się z placem zabaw. Tu tata zabrał nas, mnie i mamę, na walentynki – przechodziła obok jakiejś eleganckiej restauracji. Zaczęła rozglądać się za jakimś zaułkiem. Wiedziała, że jak za chwilę się nie teleportuje, to popłacze się do swoich wspomnień. Ale jeszcze przed tym... Musiała coś zrobić. Weszła do małej, przytulnej kawiarenki. Zawsze przychodziła tu z rodzicami. Jasno beżowe ściany, ciemno brązowe stoliki, a przy nich dostawione były pufy lub kanapy – ciemno brązowe. Miła właścicielka, która stała za ladą i przyjmowała zamówienia, uśmiechała się do każdego przyjacielsko. Nic tu się nie zmieniło.
-Och, panna Granger! Witam cię, moje dziecko! - kobieta podbiegła do dziewczyny i uściskała ją serdecznie.
-Dzień dobry, pani Lindgren – Hermiona odwzajemniła uścisk Kate.
-Co dziś dla ciebie? - Kate Lindgren wróciła za ladę.
-Mrożoną kawę, proszę – Granger z cichym westchnięciem opadła na kanapę przy jednym ze stolików.

* * *
-Do widzenia pani – powiedziała kasztanowłosa na odchodne i wyszła z kawiarni zatapiając usta w swojej ulubionej, mrożonej kawie. Zwykła przy takiej jest ohydna. Skierowała swe kroki do parku, w którym miała chyba najwięcej wspomnień. Usiadła na jednej z ławek i od czasu do czasu popijając z papierowego kubka, patrzała swoim bystrym spojrzeniem na przechodzących ludzi. Utonęła w swoich wspomnieniach. Nie zauważyła nawet, że powoli się ściemnia. Otrząsnęła się i wyszła z parku, kierując się ku ciemnemu zaułkowi, gdzie mogła się teleportować. Gdy doszła, zamknęła oczy i wyobraziła sobie Norę. Już miała się obrócić i zniknąć, gdy coś, lub może ktoś, złapało ją dość brutalnie za ramię i rzuciło nią o ścianę. Z przymrużonych powiek dostrzegła sylwetkę mężczyzny. Jego platynowa grzywka opadała mu na czoło, a stalowo-niebieskie oczy patrzyły na nią z zahipnotyzowaniem. Na dodatek, jego ruchy były bardzo mechaniczne i nie było w nich normalnych, ludzkich odruchów. Cholera! - zaklnęła w myślach – Malfoy jest pod działaniem imperiusa!
-I co, szlamo? Znowu się spotykamy – stwierdził lakonicznie, a jego głos, brzmiący tak, jakby ktoś go puszczał z nagrania, lekko zadrżał. W oczach pojawiła się niepewność i bunt, które dość szybko, zostały zastąpione pustką. - Tym razem nie ma tu ani Pottera, ani Weasley'a, nikt cię nie obroni.
Hermiona przełknęła głośno ślinę. Rzeczywiście. Tu nikt jej nie obroni. Jest sama i bezbronna, w ciemnym zaułku, razem z przeklętym – dosłownie – Malfoy'em.
Zamknęła oczy i oczekiwała na ruch ze strony chłopaka. Gdy przez jakiś czas nic się nie wydarzyło, ciszę przerwał głośny huk. Po chwili usłyszała stłumiony jęk i odważyła się otworzyć oczy. Widok, który ujrzała, na pewną chwilę sprawił, że jej spojrzenie całkowicie się zamgliło. Otóż Fred Weasley, stał z zaciętą miną i wyciągniętą różdżką na tle zachodzącego słońca. Jego grzywka opadała mu na oczy, a duże, kasztanowe oczy wyrażały gniew. Przez ten cały efekt, Weasley wyglądał jak bohater, jej bohater.
-Nic ci się nie stało? - spytał z wyraźną troską w głosie. To u niego lubiła. Potrafił być opiekuńczy i troskliwy, gdy tylko tego chciał.
-Nie, ja... Fred, naprawdę nie wiem, jak mam ci dziękować! - krzyknęła, a cała jej postawa wyrażała ogromną ulgę. Rzuciła mu się na szyję, a Fred cicho się zaśmiał.
-Serio, to nic takiego... - nie dokończył, ponieważ kasztanowłosa uniosła głowę i spojrzała mu w oczy. Zatonął w głębi jej spojrzenia. Otoczył swoją ręką jej talię i delikatnie przyciągnął ją do siebie. Nie odsunęła się, nie protestowała. Lekko się nad nią pochylił i złączył ich usta w pocałunku, jakie obydwoje jeszcze nigdy nie doświadczyli. Był on pełen pasji, ukrytych uczuć, tęsknoty. Był spontaniczny, tajemniczy i zakazany. Jednak nic, co dobre, nie trwa wiecznie.
-Fred – szepnęła cicho Hermiona, odrywając się od rudowłosego – Fred, nie możemy... Ty masz dziewczynę – ostatnie zdanie powiedziała jakby przytomniej. Nagle w jej oczach można było dostrzec zrozumienie, a potem ból, który udzielił się również mu. Próbował zaprzeczyć, ale nic nie mogło mu przejść przez gardło. Uświadomił sobie pewną rzecz, której i tak nie mógł do końca przyjąć do swojej świadomości. Zakochał się w Hermionie Granger. W tak krótkim czasie, tak niespodziewanie. W swoim zamyśleniu nie dostrzegł, że Hermiona się teleportowała, a on został sam na ulicy. Obrócił się wokół własnej osi i zniknął. Jedyne co po nim zostało to zapach męskich perfum i Malfoy, któremu powoli wracała świadomość.


* * *

Wpadła do pokoju, który dzieliła z Ginny i opadła na łóżko. Z jej oczu obficie płynęły łzy. Czemu była taka naiwna? Czemu tak łatwo dała się nabrać, oszukać? Chociaż... Czy Fred mógłby ją tak podle potraktować? Tego nie była pewna. Nie znała go dobrze. Spory czas był dla niej bratem jej przyjaciela, a teraz... No właśnie, kim był teraz? Czy dla niego ten pocałunek coś znaczył? Tego też nie wiedziała. Jak ona nienawidziła niewiedzy! Miała tyle pytań, na które mógł odpowiedzieć tylko ON. Już dawno pogodziła się z faktem, że coś do niego czuje, ale nie chciała z nim być. To uczucie było jej dotąd nieznane: podoba jej się, ale nie chce z nim być. Może poddaje się na starcie, wie, że to nie wypali? A może tak bardzo bała się odrzucenia? Pokocha go, odda mu swoje serce, zaufa... A on ją wyśmieje? Codziennie będzie myślał: Naiwna Granger! Coś w niej krzyczało, że Fred tak nie zrobi, że tak nie jest. Ale nie miała do niego na tyle zaufania, by uwierzyć. Jej rozmyślania przerwało natarczywe pukanie do drzwi. Może to Ginny? - pomyślała z nadzieją, mrucząc cicho ,,proszę”.
-Cześć, Hermiona... - zaczął niepewnie Fred Weasley.
-Co ty tu robisz? - zapytała, a chłód jej głosu przeraził ją samą.
-Prawnie? Mieszkam. A tak poważnie, to wyjaśniła się sprawa z Malfoy'em.
-Tak szybko? - jak Ministerstwu udało się tak szybko interweniować? Nagle ją olśniło. Kingsley. Teraz Ministerstwo Magii jest w dobrych rękach!
-No, pewnie! - powiedział dość ironicznie chłopak – jesteś najbardziej znaną czarownicą tego wieku! Piszą o tobie w gazetach, a dokładniej to o waszej Złotej Trójcy. Dziewczyna spojrzała na niego nie przytomnym wzrokiem. Od ponad miesiąca nie miała w rękach gazety, nie miała czasu. Nie wiedziała, że o nich piszą.
-Och – wystękała tylko – To proszę, olśnij mnie.
-Malfoy był pod działaniem zaklęcia Imperio. Nie wiedzą, kto je na niego rzucił...
-Tego to ja się sama zdołałam domyślić – warknęła. Uniósł brwi.
-Podejrzewają, że to jakiś kolejny psychopata, ślepo zapatrzony w Voldzia chce go pomścić – dokończył.
-Ale czemu akurat uparł się na mnie? - naprawdę, czy zawsze, gdy ktoś ma ochotę kogoś zabić, ona musi być na celowniku?
-Niestety, nasi aurorzy nie są na tyle inteligentni, by to wiedzieć. Nie mogę się doczekać, aż wasza trójka skończy Hogwart, przynajmniej będą jacyś dobrzy aurorzy. Chociaż, co do Rona... miałbym wątpliwości.
-Hej! Ron pomagał tak samo w pokonaniu Voldemorta, jak ja! - oburzyła się Hermiona.
-Jasne, jasne... - uspokoił ją Fred, szturchając dziewczynę w ramię i serdecznie się śmiejąc. Nagle cała złość z niej uleciała, gdy spojrzała na Freda. Jego twarz ozdabiał szeroki uśmiech, a z oczu biła radość. Wyglądał, jakby był otoczoną aurą pozytywnej energii, która udzieliła się również jej.
-Hermiono... - zaczął niepewnie Fred. Wiedział, że jak nie powie jej tego teraz, to już nigdy się nie odważy. Dziewczyna spojrzała mu prosto w oczy. Czas jakby się zatrzymał - Ja chyba cię...
-Hermiona! - do pokoju niczym burza wleciała Ginny Weasley, w ułamku sekundy burząc całą atmosferę i nastrój. - Co tu robisz oszołomie? Wynocha! - Ruda wyglądała na bardzo zdenerwowaną. Fred od razu ulotnił się z pokoju, uprzednio posyłając Hermionie przepraszający uśmiech, który Granger odwzajemniła.
-Ginny, czy coś się stało? - zaczęła spokojnie kasztanowłosa, bojąc się nagłego wybuchu ze strony przyjaciółki.
-Harry chcę się ze mną spotkać jutro. Podobno to bardzo ważne, a ja nie wiem, co mam o tym myśleć. Mam złe przeczucia...
-Gin, to jeszcze niczego nie dowodzi! Uspokój się. Harry na pewno chce pogadać, nic więcej...
-Obyś miała rację, Herm.

* * *
-Malfoy... Zawiodłeś mnie.
-Niczego ci nie obiecałem. To TY rzuciłeś na mnie Imperio. Jeśli myślisz, że pozwolę się tak traktować, to jesteś w ogromnym błędzie... - zaczął Malfoy Junior, ale nie dane mu było dokończyć.
-Daj spokój Draco, wiem, że masz coś jeszcze za uszami. Jak zgłoszę to Ministerstwu, to nawet Złoty Chłopiec nie wyciągnie cię z tego bagna. Przemyśl to.
-Dobrze wiesz, jaka była, jest i będzie moja odpowiedź. Nie zabiję Granger. Nie mam za co. Tobie też bym radził tego nie robić. Do zobaczenia.
Znowu ten sam pokój. Ten sam mężczyzna, fotel i whisky.

* * *
Była godzina 10. Po ulicy Pokątnej chodziło nie wiele ludzi. On miał cel, wiedział, gdzie idzie. Wcale nie był zadowolony z tego, co zrobi. Nikt by nie był. Pewnie wszedł do pubu ,,Pod Trzema Motłami” i od razu zobaczył siedzącą w kącie drobną, rudowłosą postać. Poczuł narastająca gulę w gardle, gdy dziewczyna zauważywszy go, uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
Usiadł naprzeciwko niej i zaczął.
-Ginny, musimy to skończyć. Proszę, nie płacz – powiedział bezradnie.
-Harry...!
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Taak, wiem, krótko dzisiaj. Nawet bardzo. Ale ja ten rozdział pisałam teraz, żeby wstawić cokolwiek. Nie było mnie przez weekend w domu, myślałam, że wrócę wczoraj wieczorem, a wróciłam dzisiaj, 30 min. temu :O Nie wiem, jak mam was przeprosić za moją nieobecność (szczególnie Lucy), więc powiem raz a szczerze: PRZEPRASZAM! I mam nadzieję, że wybaczycie :D W wakacje wszystko nadrobię, obiecuję!
Ale odbiegając od rozdziału: Cieszycie się z zakończenia roku? Ja baardzo :D Będą paski na świadectwach, czy w innych miejscach? :D Wszystko pozaliczane na ostatnią chwilę? Średnie wysokie? Moja: 5.17. Wieem, mogło być lepiej :') Ale nie zanudzam wam moim słowotokiem. Jak zwykle, proszę o komentarze. A co do dodawania rozdziałów w wakacje, wstawię o tym osobny post :) Pozdrawiam :*
~Katniss ;33